Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
(strona 1) " Mniemam, iż Devereux lubił ciotkę Becky za to, że lubiła Lily, choć sądził, że lubił ją także dla niej samej. Oczywiście, owa popędliwa dama częstokroć niespodziewanie go napastowała i ostro ganiła; lecz wesolutki kapitan..."

(strona 2) " Strumień dzielił oboje, Śmiała się w strumień ten, Jakby ujrzała głupstwo Lub śniła śmieszny sen. Zwieść, chłopcze, pragniesz mnie, Lecz kłamstwo mnie nie wzrusza I fałsz tak oczywisty, Jest bowiem zmienne serce twe Jak pióro..."

(strona 3) " że tak zimna. Mówi wszystko i nic. Jest czysta, swawolna, melodyjna i zarazem cicha, a jednakże tajemnicza i zgubna. Czasem myślę, panno Lilias, że widziałem duszę tej rzeki; jest ona podobna — bardzo podobna do pani! W podobny sposób..."

(strona 4) " miłym i ruchliwym kręgu tak dla niej urocza rozmowa będzie trwała dalej. Była to muzyka słyszana we śnie — dziwna i słodka — i mogła nigdy więcej się nie powtórzyć.   XXV W KTÓRYM SŁOŃCE ZACHODZI, WESOŁA ZABAWA W..."

(strona 5) " kapitan nie miał powodu kochać lorda Athenry, tego złośliwego i samolubnego starego szaleńca, który w czasie swego marnotrawnego i bezdusznego panowania, nim pochłonęła go choroba i ogarnęły ciemności, nigdy nie rzekł chłopcu..."

(strona 6) " łego porucznika w swe władanie i poczęła z niego pokpiwać w żargonie, który sobie upodobała, podśmiechując się i prawiąc złośliwości na temat jego słabości do panny Chattesworth; pod wpływem tych drwin szarmancki młodzieniec..."

(strona 7) " Mac — Macnamara o pani pięknym zachowaniu — " rzekła panna Rebeka. — Jutro jest nowy dzień i mama może 'będzie czuła się na tyle dobrze, by wysłuchać pani wytwornych utyskiwań; lecz miała pani chyba na myśli, że to..."

(strona 8) " tesworth, że obawiam się, iż popadnę w tarapaty, jeśli nie pójdę i nie zawrę z nią pokoju — wybełkotał mały porucznik z ukłonem i uprzejmym uśmiechem; swoim zwyczajem mówił prawdę, wykonując przy tym lekki ruch, jak gdyby w..."

(strona 9) " z ust starych wieśniaków niektórych żartów poczciwego Simona Wagstaffa, na które to żarty pozwalali sobie panowie i wesołe damy na długo przedtem, nim ów uroczy autor zajął się tą sprawą w Księdze dużego stołu? I wyznać..."

(strona 10) " kłego, zabawnego lub godnego potępienia; owym trafnym ploteczkom, swoiście ubarwionym, nadawał nieznacznie cyniczny posmak, co skrycie wzbudzało przestrach i zachwyt młodzieży. Często się uśmiechał, lecz nie uświadamiał sobie, że z..."

(strona 11) " szego wieczoru. Mogą cię teraz jedynie ostrzec, kochanie, abyś strzegła się wielkiego niebezpieczeństwa. — Jednakże nie ma dla mnie żadnego niebezpieczeństwa, Gertrudo, kochanie — rzekła Lily z miłym lekkim uśmiechem. — I choć..."

(strona 12) " Mervyn znalazł się tam również, lecz nie zabawił dłużej niż dziesięć minut i jak zwykle otrzymał od Gertrudy Chattesworth zaledwie ukłon z daleka, który odwzajemnił zimno i poważnie; pan Beauchamp, którego panna Gertruda..."

(strona 13) " poddających się stanom melancholii niż właśnie „wędkarze". Było więc całkiem naturalne, iż Dangerfield powinien być pogodny i radosny. Ciotka Becky zaczęła przechadzać się z Dangerfieldem zawracając dwa lufo trzy razy. Była..."

(strona 14) " że ciotka Rebeka wyślizguje mu się spomiędzy palców, więc zapragnął pochwycić za kark owego samolubnego starego zarozumialca Dangerfielda i utopić go w rzece. Lecz mimo swego obecnego nastroju wiedział, że może nadeszła jedyna..."

(strona 15) " nięcie ze stanowiska; przeto zazdrosna dusza Nuttera zawrzała tajemnym gniewem w piekielnym kotle wściekłości i podejrzeń. Zaznaczyłem, że pani Sturk wyczuła w ramieniu doktora dreszcz przebiegający jak sygnał telegraficzny, którym..."

(strona 16) " główków, dręczy tajemna obawa, że sny mogą mieć jednak jakieś znaczenie i że są może czymś więcej niż przypadkowym nagromadzeniem znaków; w rzeczywistości są one może językiem, którym dobre czy złe duchy szepczą do..."

(strona 17) " tajemnej wiedzy, spoglądając ponad papierami na cmentarz przykościelny, którego pobudzający wyobraźnię obraz rozciągał się z owego miejsca przed jego oczyma. Gdy więc wyszedłszy niejako ze swej powłoki cielesnej nasz doktor, w..."

(strona 18) " dynie jako o przedmiocie, z którego tacy dwaj filozofowie jak doktor i proboszcz mogą się nieco pośmiać. Wszelako doktor Walsingham, który był człowiekiem roztargnionym i pływał po oceanie wiedzy spokojnie i leniwie, pociągany..."

(strona 19) " Tu nastąpiło dość długie milczenie; mały Toole, obdarzony żywym umysłem, zapamiętał to sobie i zajął się bezzwłocznie półtuzinem całkiem innych spraw i już oczyma duszy widział siebie biorącego godny udział w sączeniu tuzina..."

(strona 20) " zwyczaj milczący i rozwścieczony; siedział w salonie z pięściami w kieszeniach bryczesów, z wyciągniętymi przed siebie nogami, śmiertelnie blady i groźny, w posępnym nastroju i w stanie najwyższego podniecenia. Pani S. nie odważyła..."

(strona 21) " dla biednej malej pani Sturk, która nie była wtajemniczona w jego sprawy i nie wiedziała, co począć z dziwactwami swego Barneya. Tak to się mniej więcej wszystko przedstawiało w chwili, gdy Dangerfield wymówił słowa powitania wprost w..."

(strona 22) " lordowska mość każe mi słuchać słów doktora Struka, cokolwiek by on powiedział. — On nie powie niczego, sir, czego nie mógłby pan usłyszeć od każdego innego bezczelnego bałwana w tym mieście — odparł Nutter. — Mój drogi,..."

(strona 23) " w ten sposób tego wścibskiego człowieka; zdecydował przeto uzbroić się w cierpliwość i czekać — niezbyt długo. Tymczasem Dangerfield dotarł do jednego z owych uroczych pastwisk nad brzegiem rzeki, które, jak wiemy, zachwyciły..."

(strona 24) " a gdy z wolna dochodził do siebie, nie mógł rozmawiać o nikim innym prócz owego mężczyzny w okularach, zaś podczas rozmowy myśli jego poczynały błądzić na pograniczu jawy i snu. Zegnał się z Dangerfieldem z ponurym..."

(strona 25) " Sina Broda odpowiedziała uśmiechem. — Wielki spryciarz. Musi być przebiegły, bo inaczej doszedłby do... ha! — tu szary pstrąg, pluszcząc i trzepocąc się na haczyku, ukazał się na powierzchni wody; Irons wetknął podrywkę w..."

(strona 26) " XXIX O TYM, JAK BIEDNĄ PANIĄ MACNAMARA DRĘCZYŁY KŁOPOTY I ZMORY, ORAZ O TYM, JAK PLOTKA WYRUSZYŁA W ŚWIAT   Około dwudziestu stron wstecz, kiedy wszyscy zebrani byliśmy w „Królewskim Domu", Czytelnik mój nie zauważył,..."

(strona 27) " ności, że matka Magnolii była bliska zwierzenia mu się, lecz zabrakło jej odwagi i do zwierzeń nie doszło. Ciekawość małego człowieczka rozpaliła się do żywego. Uważał, że we wszystkim tkwi coś więcej niż to, co widoczne jest..."

(strona 28) " Mac, uśmiechając się najszczerzej, jak tylko mogła — ale już mi lepiej. — Nie, nie czujesz się lepiej, Mullikins — wtrąciła Magnolia niecierpliwie. — Oooo, Toole przechodzi przez ulicę, czy mam zawołać go na górą? — Za..."

(strona 29) " i kiwnąwszy nań filuternie, zasunęła okno, a Toole, wielce podniecony, wszedł na górę. Panna Magnolia opowiadała ową historię ze zwykłym sobie ożywieniem, czasem zniżając głos do szeptu i łapiąc Toole'a za kołnierz, czasem..."

(strona 30) " Cóż mnie ani obchodzą! Stary grzesznik przebywał zaledwie godzinę w mieście, a już zaproszono go do Belmont, i panienkę wystrojono jak lalkę, aby wdzięczyła się i łechtała próżność bogatego starego zarządcy majątków..."

(strona 31) " na by zawsze bezpiecznie powierzyć geniuszowi i rozwadze jednego aktora. Dajmy na to, że ujmujący Fryderyk Belville, przewidziany na odtwórcę owej roli, jest poza wszystkimi swymi uzdolnieniami: rycerskością, wdziękiem, kędziorami,..."

(strona 32) " — Nie, nie on —   odparł Toole zadowolony — niech pani zgaduje dalej! — No, niech się zastanowię. Jakiś nieokrzesany młody włóczykij z mnóstwem pieniędzy, założę się. Żebym to ja wiedziała, kto zacz — no,..."

(strona 33) " na mamo! — pisnęła Magnolia, wymierzając eskulapowi mocnego kuksańca w plecy. W tej chwili kucharz zastukał w drzwi i wywołał do spiżarni młodą damę, która krzyknęła przez ramię, przystanąwszy na chwilę w drzwiach: nuże,..."

(strona 34) " Toole prędzej dałby sobie rękę uciąć, niż pozwolił, aby jakakolwiek żywa dusza usłyszała cokolwiek z tego, co mi pani powie; zapewne jest to jedynie drobnostka lub niewielkie zmartwienie; będąc gentlemanem nie dałbym nawet pół..."

(strona 35) " że pan mógłby mi pomóc — jest pan taki mądry — i miałam zamiar powiedzieć panu, ale się wstydziłam... lecz teraz już powiedziałam — i wybuchnęła głośnym płaczem. — Co? — spytał Toole rozdrażniony — nie mogę tu..."

(strona 36) " — Tak, tak, pamiętam to — cyganka, oszustka, no tak, ukazuje się to nadal; wydaje mi się, że widziałem to ogłoszenie znowu wczoraj — kłamliwy babsztyl. I to ta oszustka panią niepokoi? — rzekł Toole, wskazując palcem..."

(strona 37) " — No cóż, droga pani, i cóż w tym złego, skoro wszystko już załatwione? — odezwał się Toole. — Och, doktorze, uległam niewybaczalnej słabości, coś mnie naszło, by napisać do niej dwa listy w tej sprawie, a ona wyda je..."

(strona 38) " oszustka nie tylko odda mu dokumenty, lecz również wyłudzone uprzednio pieniądze, i wreszcie doktor zamierzał zmusić Matchwell do podpisania takiego wyznania win, że role by się odwróciły i M. M. zdana byłaby na łaskę ponownie..."

(strona 39) " i postanowiwszy, że sprawa powinna rozwinąć się pomyślnie, przejęła ją w swoje ręce i poprowadziła z całą właściwą sobie onieśmielającą energią i drapieżnością. Lecz charakter Gertrudy ukazał się ostatnio w nowym,..."

(strona 40) " drażnił jej miłość własną, więc tym bardziej skłonna była przeprowadzić swą wolę, podejrzewając bratanicę o jakiś skryty powód, dla którego odrzucała ona tak pożądanego pod pewnymi względami kandydata do swej ręki. Czasem,..."

(strona 41) " spokojnie pytającym. Owe podejrzenia zdawały się wprawiać ją w zakłopotanie, lecz nie rzuciła wyzwania ciotce, aby dokładniej wyraziła myśl, więc atak został wkrótce ponowiony w innym miejscu. Gdy Gertruda szła do miasta, do..."

(strona 42) " kapryśnych uczuć przymocowuje petardy do szat ludzi, każąc im skakać we właściwy dla nich ciężki i nieporadny sposób, ku zakłopotaniu bliźnich i ku ich udręce. Trudne to są sprawy, lecz takie jest życie — nigdy nie możemy sobie..."

(strona 43) " wzorowana, lecz w żadnym wypadku nie dałaby się rozpoznać. — Tak jak te irlandzkie melodie, które wyciskają łzy z oczu lub wzbudzają śmiech w zależności od tego, czy grane są wolno, czy szybko, lub jak mielona cielęcina, mój..."

(strona 44) " dach dobrego wychowania. Puddock dał mu swe przyzwolenie, więc Devereux przeczytał list. — Od mojej ciotki — rzekł rzucając list na stół z niezadowoloną miną; a następnie przeczytał go jeszcze raz, pomyślał chwilę i wsunął..."

(strona 45) " poczciwego małego Puddocka bolała głowa. Stwierdził, że poprzedniego wieczoru położył się do łóżka w kamizelce i getrach — i że nie ma zegarka; nie żywił już nadziei na odzyskanie go, zguba wszakże odnalazła się wraz z..."

(strona 46) " wiać i prawdę mówiąc, wolałbym, by służył pod rozkazami kogoś innego. To ładny chłopak, szkoda, gdyby coś było nie w porządku, złamałoby mi to serce, gdybym musiał wystąpić publicznie przeciw niemu; nie chcę przez to..."

(strona 47) " my. Umyśliła sobie, by wycofał się ze służby w Irlandzkiej Artylerii Królewskiej, załatwiła więc dla niego doraźnie stanowisko w sztabie dowódcy Sił Zbrojnych, a w przyszłości inne na dworze lorda Townshenda; miała ona inny..."

(strona 48) " żyłach. Lecz w owych czasach rodzice byli bardziej despotyczni niż obecnie. Starzy ludzie z nikim nie dzielili się mądrością życiową i nie dopuszczali młodych do współuczestnictwa w swych zamysłach, a młodość i piękno, sądzę,..."

(strona 49) " Devereux zajrzał do dużego pokoju na prawo od sieni, gdzie piękna i smutna młoda matka Lilias uśmiechała się z portretu wiszącego na ścianie. Podobna do niej — ujrzał też kwiaty w wysmukłych wazonach — i otwarty klawikord z nutami..."

(strona 50) " prostu maleńka ścieżka dla wędkarzy, kręta i zarośnięta, lecz bardzo ładna i pełna uroku. Wracając z „Królewskiego Domu" Lily poszła tą właśnie ścieżką i gdy schodziła nad brzeg rzeki, upokorzona spuściła wzrok na trawę..."

(strona 51) " Strumień dzielił oboje, Śmiała się w strumień ten, Jakby ujrzała głupstwo Lub śniła śmieszny sen. 'Nadchodził Devereux — było to jego żartobliwe powitanie. Spuściła wielkie oczy ku ziemi z niezrównanym rumieńcem młodości...."

(strona 52) " libroda, stary Moore, i Pan Moran, i woźnica, i pani Irons, pańska gruba gospodyni; był pan tak dobry dla nas wszystkich, wie pan. — Cóż — przerwał — zostawiłem swój biały surdut Moranowi; kapelusz i, niechże sobie przypomnę, i..."

(strona 53) " nem, że nikt by się nie domyślił, jak dziwnie się czuła w tej chwili. — Tak, naprawdę wyjeżdżam — odparł zmienionym głosem — za wzgórza, daleko stąd; a więc, sądzę, że pani pierwsza powie staremu przyjacielowi..."

(strona 54) " jek. A gdy po dalszych pięciu minutach podniosła oczy, srebrzyste topole szumiały gęstym listowiem w podmuchach lekkiego wietrzyka. Jego już nie było. Żałosne i słodkie tony muzyki przypływały ku niej od strony miasteczka, a miasteczko..."

(strona 55) " go dnia rano stracony został za zabójstwo pana Tomasza Fleminga z Thomas Street stróż Peter Raby i jak to w czasie egzekucji skazany miał na sobie bryczesy z czesankowej wełny — pułkownikowa wspomniała wreszcie o De-vereux: że..."

(strona 56) " — Wiesz, to nieszczęśliwe stworzenie dopiero co wyszło z więzienia, i jeśli kiedykolwiek jakiś śmiertelnik cierpiał niesprawiedliwie, to właśnie on. Biedny Doolan jest tak niewinny jak ty lub ja, moja droga, lub słodki mały Spot —..."

(strona 57) " na całym świecie; najświętszym i najszlachetniejszym z ludzi! — krzyknęła dzielna mała Lily, stawiając czoło napastnikowi jak lwica, z wypiekami na policzkach, patrząc dzikim, trwożnym wzrokiem prosto w oczy ciotki Becky, a..."

(strona 58) " — Ach, Lily, kochanie, biedna Gertruda jest tam zupełnie sama. Byłoby poczciwie z twej strony, gdybyś poszła do niej i wypiła z nią filiżankę herbaty; ale, cóż to, jest ci zimno? Boisz się? Lily nie bała się; wychodziła dziś z..."

(strona 59) " byłych, po czym nastąpiło radosne merdanie ogonami, psy bowiem zaprzyjaźnione były z tragarzami i z Johnem Tracy, a kochały Lilias. Lily wysiadła w sieni i weszła do małego pokoiku na prawo, a otworzywszy drzwi do wewnętrznego,..."

(strona 60) " — Tak, kochanie, do salonu, oczywiście — odparła Lily. Obie młode damy trzymając się za ręce udały się zatem na górę, nie mówiąc do siebie nic więcej. — Ciotka Becky poszła odwiedzić jednego ze swych podopiecznych. Nie..."

(strona 61) " cie. Tak myślę... przynajmniej sądzę... do niedawna... lecz ty byłaś zawsze bardziej szczera niż ja i wierniejsza. Ty żyłaś w jasności, Lily, a to jest droga do spokoju.   Ja zaś zboczyłam i żyłam tajemnicami. I wydaje mi..."

(strona 62) " — Ich okłamujesz, Lily — jęknęła Gertruda. — Tak, Gertrudo, kochanie. — I znów ją pocałowała. — I mogłoby to być z wielką dla ciebie ujmą. Niemniej dziękuję ci z całego serca za twe zaufanie i miłość, jestem o..."

(strona 63) " brwi i składał swemu koledze medykowi szczególnie sztywny i szyderczy głęboki ukłon; Sturk zaś zadowalał się krótkim, stanowczym kiwnięciem głowy i bez słowa odwracał się na pięcie, gburowato wzruszając ramionami w kierunku..."

(strona 64) " — Ktokolwiek zwrócił się z prośbą? — powtórzył Toole ze złośliwym, szyderczym uśmieszkiem — to całkiem jasne. Szepczący, kopiący dołki i głupi jak but. Oby wyszedł pan cało z jego rąk, sir. I z pewnością, gdyby nie..."

(strona 65) " nia. W samym środku widoczny był Tom Toole siedzący na podłodze z podciągniętymi kolanami, obnażoną szpadą pod pachą, oczami zwróconymi ku pułapowi i tak niewypowiedzianie śmiesznie wykrzywioną cudaczną drobną twarzą, że Puddock..."

(strona 66) " baczenie mu jego nieobecności na tym, jak wszyscy mamy nadzieję, nadzwyczaj miłym spotkaniu. Nasz czcigodny przyjaciel ojciec Roach, którego ten gentleman miał zaszczyt być gościem, może dać panom dokładniejsze wyjaśnienia co do..."

(strona 67) " — Bóg z   tobą, Peg Fenigan! I to ty ich wpuściłaś? — mruknął jego wielebność w skrajnym podnieceniu. — Na czyją prośbę? — wielkodusznie spytał wyjęty spod prawa. — Pani Elżbiety Wełny, wdowy po świętej..."

(strona 68) " docka oświadczył w dwu lub trzech słowach, iż gotów jest pójść na ustępstwa wobec porucznika O'Flaherty'ego. — Niech mnie diabli wezmą, sir, jeśli wiem w tej chwili, jakim słowem lub czynem go obraziłem! Po czym nastąpiła owa..."

(strona 69) " Sturk wygląda na bardzo chorego — i istotnie tak było. Równie oczywiste wydawało się, że w czasie gdy Sturk myślami przebywał gdzie indziej, stary Slowe, który zwykle nie miał przy Sturku żadnej możliwości wygrania, pobił go z..."

(strona 70) " niego samego; lecz mimo że Sturk zdawał sobie z wszystkiego jasno sprawę, nadal postępował tak samo. „Gdyby te piekielne straty nie popsuły mi żołądka, nie dbałbym o sny, a tym bardziej nie dopuściłbym do tego, aby mnie nawiedzały..."

(strona 71) " Jeden z całego zastępu obrzydliwych snów, które nawiedzały Sturka po nocach, był zapewne odbiciem kazania proboszcza Walsingham. Sturkowi wydało się, że słyszy dobrze sobie znany rześki głos Toole'a, wykrzykujący pod jego, Sturka,..."

(strona 72) " dzenia się. Mógłby pożyczyć dwieście funtów nazajutrz po powołaniu go na to stanowisko; musi też uczynić wysiłek i rozszerzyć swą praktykę lekarską. Śmieszne, żeby ten hultaj mały Toole zabierał mu najlepsze rodziny w okolicy i..."

(strona 73) " szej nadarzającej się sposobności wpakować mnie w to rozpaczliwe położenie." A wówczas Sturk począł wić się w kółko na plecach, jak zapewne czynił to św. Antoni na mękach, i potoczył oczyma w stronę ciemnego łóżka z..."

(strona 74) " — Ma pani słuszność, tak właśnie jest, wielmożna panienko — powiedziała starsza kobieta ponownie dygając. — Nie zabiorę pani więcej jak pięć minut czasu, bardzo proszę. To właśnie tacy jak wy — wtrąciła kłótliwie na..."

(strona 75) " W tej samej chwili Nan Glynn zaczęła szlochać w fartuszek. " — To ty, Ryszardzie Devereux, który przyrzekłeś jej małżeństwo z ręką na Biblii, na klęczkach. To ty, Ryszardzie Devereux, ty zatwardziały łotrze! Tak, pani, ten..."

(strona 76) " dział. Życz wielmożnej pani dobrej nocy, Nam, ty flejtuchu, tak jak ja życzę. I dygając ponownie panie Glynn z Palmerstown wyszły.   XL O POSŁAŃCU Z KRYPTY W CHAPELIZOD, KTÓRY CZEKAŁ NA PANA MERVYNA W DOMU „POD DACHÓWKĄ"..."

(strona 77) " ność miała w sobie coś cynicznego. Była obca jego przyzwyczajeniom, a niesamowite położenie, w jakim się znalazł, odpowiadało jego obecnemu zgorzkniałemu i nietowarzyskiemu usposobieniu. Kroki Mervyna zabrzmiały w sieni, a wokół..."

(strona 78) " nagłym ruchem czarną zasłoną z twarzy i rzuciła swe promienie wprost na ową zjawę. Szczupła, wysoka postać w ciemnym stroju, o obliczu, którego chyba nigdy przedtem nie oglądał — czarne włosy, blada twarz o złowrogim uśmiechu,..."

(strona 79) " — Pan mi wybaczy, panie Mervyn; mam wiele pracy przez cały Boży dzień, nieraz o wczesnej, a nieraz o późnej porze, w kościele... w kościele w Chapelizod, całkiem sam, sir; często myślę o panu, gdy przechodzę obok krypty po..."

(strona 80) " rzą. — Bynajmniej nie przywiodła mnie tutaj błaha sprawa... posłannictwo... właśnie... no cóż! Pański wielce czcigodny ojciec, który spoczywa w ołowiu i dębinie, bez nazwiska na wieku trumny, chciałby, aby pan wiedział, że to, co..."