Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 11
szego wieczoru. Mogą cię teraz jedynie ostrzec, kochanie, abyś strzegła się wielkiego niebezpieczeństwa.
— Jednakże nie ma dla mnie żadnego niebezpieczeństwa, Gertrudo, kochanie — rzekła Lily z miłym lekkim uśmiechem. — I choć pan Mervyn jest przystojny, jest coś, czyż nie, złowróżbnego w jego głęboko osadzonych oczach i czarnych włosach. Mój kochany ojczulek także wie o jakichś niesamowitych sprawach dotyczących go; sądzę, że jest to ta sama sprawa.
— I nie powiedział ci? — spytała Gertruda z zasępioną miną, spuszczając wzrok na wachlarz.
— Nie, lecz bardzo mnie to ciekawi. Wiem, że ojczulek mi powie, choć nie lubi o tym mówić; ale czy wiesz, Gerty, że ja bardzo lubię grozę, a wiem, że ta historia jest przerażająca; nie jestem pewna, czy jest on człowiekiem, czy duchem; och, spójrz, ciotka Rebeka i pani Stratford całują się.
— Dobranoc, droga Lily, i pamiętaj! — rzekła bez cienia uśmiechu pobladła Gertruda, utkwiwszy w przyjaciółce na chwilę wzrok, a następnie całując ją gorączkowo i gwałtownie.
Lily zaś oddała jej pocałunek i tak się rozstały.
XXVI
JAK GRAŁA ORKIESTRA IRLANDZKIEJ ARTYLERII KRÓLEWSKIEJ I JAK ROZMAICIE MUZYKA ODDZIAŁYWAŁA NA RÓŻNYCH LUDZI
Dwa razy w tygodniu orkiestra Irlandzkiej Artylerii Królewskiej zachwycała swą grą wszystkich przybyłych na nadrzeczny plac parad; ponieważ zaś uchodziła za najlepszą orkiestrę w Irlandii, a Chapelizod było modną miejscowością i ślicznym, otoczonym sadami miasteczkiem, ludzie chętnie zjeżdżali tu z miasta w piękne jesienne dni, by posłuchać muzyki. Pojawiali się tu więc wszyscy sąsiedzi, a Chapelizod na kilka godzin zamieniało się niemal w targowisko.
— Jednakże nie ma dla mnie żadnego niebezpieczeństwa, Gertrudo, kochanie — rzekła Lily z miłym lekkim uśmiechem. — I choć pan Mervyn jest przystojny, jest coś, czyż nie, złowróżbnego w jego głęboko osadzonych oczach i czarnych włosach. Mój kochany ojczulek także wie o jakichś niesamowitych sprawach dotyczących go; sądzę, że jest to ta sama sprawa.
— I nie powiedział ci? — spytała Gertruda z zasępioną miną, spuszczając wzrok na wachlarz.
— Nie, lecz bardzo mnie to ciekawi. Wiem, że ojczulek mi powie, choć nie lubi o tym mówić; ale czy wiesz, Gerty, że ja bardzo lubię grozę, a wiem, że ta historia jest przerażająca; nie jestem pewna, czy jest on człowiekiem, czy duchem; och, spójrz, ciotka Rebeka i pani Stratford całują się.
— Dobranoc, droga Lily, i pamiętaj! — rzekła bez cienia uśmiechu pobladła Gertruda, utkwiwszy w przyjaciółce na chwilę wzrok, a następnie całując ją gorączkowo i gwałtownie.
Lily zaś oddała jej pocałunek i tak się rozstały.
XXVI
JAK GRAŁA ORKIESTRA IRLANDZKIEJ ARTYLERII KRÓLEWSKIEJ I JAK ROZMAICIE MUZYKA ODDZIAŁYWAŁA NA RÓŻNYCH LUDZI
Dwa razy w tygodniu orkiestra Irlandzkiej Artylerii Królewskiej zachwycała swą grą wszystkich przybyłych na nadrzeczny plac parad; ponieważ zaś uchodziła za najlepszą orkiestrę w Irlandii, a Chapelizod było modną miejscowością i ślicznym, otoczonym sadami miasteczkiem, ludzie chętnie zjeżdżali tu z miasta w piękne jesienne dni, by posłuchać muzyki. Pojawiali się tu więc wszyscy sąsiedzi, a Chapelizod na kilka godzin zamieniało się niemal w targowisko.
www.dragbike.pl
