Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 13
poddających się stanom melancholii niż właśnie „wędkarze". Było więc całkiem naturalne, iż Dangerfield powinien być pogodny i radosny.
Ciotka Becky zaczęła przechadzać się z Dangerfieldem zawracając dwa lufo trzy razy. Była poważna i wyniosła, Dangerfield zaś uśmiechał się i gawędził z zapałem, co wielce niepokoiło i raniło uczucia zażywnego kapitana Cluffe'a. Poprzedniego dnia widział on Dangerfielda przez polową lornetkę z wysoko położonych lesistych terenów parku po drugiej stronie rzeki, gdy tenże przez dłuższy czas przechadzał się wolnym krokiem pod topolami na łące w Belmont, u boku ciotki Becky, oboje zaś zajęci byli ożywioną rozmową. W ich zachowaniu było coś szczególnego i poważnego, co wówczas bardzo zaniepokoiło Cluffe'a. Żółć zalała grubego kapitana i omal go nie udławiła; w głębi swej zachłannej duszy przeklinał Dangerfielda, zastanawiając się, jaki to zły duch przysłał owego przebiegłego starego zarządcę majątku aż z odległości trzystu mil, aby bruździł mu w jego sprawach, jak gdyby nie było mnóstwa — no cóż! — bogatych starych kobiet w Londynie. Przypomniał sobie też cenę kakadu i przypuszczalny koszt pelikana, co stanowić miało jego odpowiedź na wkład Dangerfielda w menażerię ciotki Rebeki, jako że ptaków owych nie można było mieć za darmo, i gdyby nie inwestycje Dangerfielda w żywą naturę, Cluffe, który kochał pieniądze co najmniej w równym stopniu jak każdy inny człowiek w służbie jego królewskiej mości, wolałby raczej, aby oba gatunki wymarły jak dodo, nim zmusiłyby go do wydania choćby miedziaka na podobne błazeństwa. „Łajdaki Jak gdyby dwoje nie mogło grać w tę grę." Miał jednak nieprzyjemne i gorzkie przeczucie, że choć były to ptaki prowadzące do raju, istniało jeszcze "pięćdziesiąt innych przeklętych odmian, i że w tym kosztownym współzawodnictwie Dangerfield mógł wznieść się wysoko ponad nim. Pomyślawszy
o owym zbrodniczym marnotrawstwie pieniędzy, począł staremu zarządcy znów wymyślać w duchu od wariatów. Ciotka Becky, jak mu 'się wydawało, żegnając się z Dangerfieldem mówiła do niego coś, z czego Cluffe dosłyszał słowo „jutro". „Jutro! Co jutro?" Ciotka Becky mówiła cicho
i poufnie, wydawała się podniecona, a gdy wróciła, była zarumieniona i 'bardzo roztargniona, Cluffe miał wrażenie,