Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 17
tajemnej wiedzy, spoglądając ponad papierami na cmentarz przykościelny, którego pobudzający wyobraźnię obraz rozciągał się z owego miejsca przed jego oczyma.
Gdy więc wyszedłszy niejako ze swej powłoki cielesnej nasz doktor, w istocie znajdujący się wówczas w pozycji leżącej, siedział w wielkim fotelu o okrągłym oparciu przy oknie pokoju znajdującego się pod sypialnią, gdzie leżała w łóżku jego chrapiąca bogini — ów Tom Dunstan stanął obok biurka; krótkie białe nitki sterczały z jego niebieskiego rękawa w miejscu, w którym odcięto mu naszywki podczas owego apelu o brzasku poranka, kiedy to doktor święcił swe zwycięstwo, a ranga, majątek i zamki na lodzie Toma, wszystko to (przemieniło się w kurz koszarowego bruku. Tom, zwróciwszy pociągłą twarz o złym wejrzeniu ku Sturkowi, rzekł ze sztywnym ukłonem: „Sir, gentleman, który zamierza zjeść z panem obiad". Tu nastąpiło stłumione pukanie do drzwi, które Sturk znał tak dobrze, i dał się słyszeć jakiś szelest za jego plecami, więc doktor odwrócił się szybko, czując lodowaty dreszcz przebiegający po plecach. Na oparciu jego fotela siedziała złowieszcza, stara, kpiarska wrona, przedpotopowy przodek całego rodu wron — olbrzymia, z wielkimi, błyszczącymi oczyma, łbem białym jak śnieg; wrona o dziwnym ludzkim spojrzeniu i zakrzywionym dziobie sowy, który otwierał się z głośnym, zgrzytliwym „kra" tuż przy uchu Sturka, i „buuch!" W tej samej chwili duch Sturka wskoczył na powrót w swoje ciało, które usiadło całkiem rozbudzone, łóżko zaś doznało takiego wstrząsu, że biedna pani Sturk wyskoczyła zeń zaplątując się w kotarę.
Nie ma co upierać się przy twierdzeniu, że w owym okresie doktor sypiał dobrze. Trzeba przyznać, że wręcz przeciwnie. Nie namawiam Cię, dociekliwy Czytelniku, abyś przykładał wagę do jego mar sennych, lecz ponieważ nadejdzie czas, gdy ludzie w Chapelizod wiele będą o nich mówili przy kominku i układali z nich całe zimowe opowieści, uważałem za swój obowiązek powiedzieć Ci, że takie rzeczy się zdarzały.
Doktor Sturk postanowił nie zwierzać się ze swych widzeń kolegom oficerom, gdyż nie chciał narazić się na kpinki w kasynie. Otworzył jednak serce przed starym proboszczem Walsinghamem, wspominając o tym oczywiście je-
Gdy więc wyszedłszy niejako ze swej powłoki cielesnej nasz doktor, w istocie znajdujący się wówczas w pozycji leżącej, siedział w wielkim fotelu o okrągłym oparciu przy oknie pokoju znajdującego się pod sypialnią, gdzie leżała w łóżku jego chrapiąca bogini — ów Tom Dunstan stanął obok biurka; krótkie białe nitki sterczały z jego niebieskiego rękawa w miejscu, w którym odcięto mu naszywki podczas owego apelu o brzasku poranka, kiedy to doktor święcił swe zwycięstwo, a ranga, majątek i zamki na lodzie Toma, wszystko to (przemieniło się w kurz koszarowego bruku. Tom, zwróciwszy pociągłą twarz o złym wejrzeniu ku Sturkowi, rzekł ze sztywnym ukłonem: „Sir, gentleman, który zamierza zjeść z panem obiad". Tu nastąpiło stłumione pukanie do drzwi, które Sturk znał tak dobrze, i dał się słyszeć jakiś szelest za jego plecami, więc doktor odwrócił się szybko, czując lodowaty dreszcz przebiegający po plecach. Na oparciu jego fotela siedziała złowieszcza, stara, kpiarska wrona, przedpotopowy przodek całego rodu wron — olbrzymia, z wielkimi, błyszczącymi oczyma, łbem białym jak śnieg; wrona o dziwnym ludzkim spojrzeniu i zakrzywionym dziobie sowy, który otwierał się z głośnym, zgrzytliwym „kra" tuż przy uchu Sturka, i „buuch!" W tej samej chwili duch Sturka wskoczył na powrót w swoje ciało, które usiadło całkiem rozbudzone, łóżko zaś doznało takiego wstrząsu, że biedna pani Sturk wyskoczyła zeń zaplątując się w kotarę.
Nie ma co upierać się przy twierdzeniu, że w owym okresie doktor sypiał dobrze. Trzeba przyznać, że wręcz przeciwnie. Nie namawiam Cię, dociekliwy Czytelniku, abyś przykładał wagę do jego mar sennych, lecz ponieważ nadejdzie czas, gdy ludzie w Chapelizod wiele będą o nich mówili przy kominku i układali z nich całe zimowe opowieści, uważałem za swój obowiązek powiedzieć Ci, że takie rzeczy się zdarzały.
Doktor Sturk postanowił nie zwierzać się ze swych widzeń kolegom oficerom, gdyż nie chciał narazić się na kpinki w kasynie. Otworzył jednak serce przed starym proboszczem Walsinghamem, wspominając o tym oczywiście je-
www.dragbike.pl
