Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 20
zwyczaj milczący i rozwścieczony; siedział w salonie z pięściami w kieszeniach bryczesów, z wyciągniętymi przed siebie nogami, śmiertelnie blady i groźny, w posępnym nastroju i w stanie najwyższego podniecenia. Pani S. nie odważyła się na swe codzienne: „Czy mój Barney chciałby filiżankę herbaty?", lecz zabrała się pilnie do swych igieł i drutów, choć uwagę miała rozproszoną, zerkając od czasu do czasu spod rzęs na Sturka i niekiedy dając nieznaczne znaki dzieciom, jeśli szeptały zbyt głośno — wszystko to w ostrzegawczej pantominie — nutu signis quae loquuntur. Sturka rozdrażniło podejrzenie, że Tom Toole wie coś o jego stratach pieniężnych. „Nikczemny, wstrętny mały szpieg i plotkarz." Sturk miał jednak nadzieję, że tamten nie mógł znać jego strat w całej ich rozciągłości. Z pewnością była to ciężka do zniesienia świadomość; wystarczała, aby wyprowadzić z równowagi nawet bardziej opanowanego niż Sturk człowieka, że oszczędności całego, pod wieloma względami pełnego wyrzeczeń i sprytnych rozgrywek życia miały być zniweczone (a wraz z nimi coś niecoś ponadto) kilkoma nieszczęśliwymi posunięciami w niespełna dwanaście miesięcy. I to on — taki spryciarz w dodatku! Najlepszy gracz, wszystko na nic, zapędzony w kozi róg przez przeklętego, uporczywego pecha. Sturk ciskał groźne spojrzenia, zgrzytał zębami i nieomalże łamał klucze i monety szylingowe, ściskając je w kieszeniach bryczesów; przez myśli jednocześnie przelatywały mu jedno za drugim mocne, a nie wypowiedziane przekleństwa. Potem wstawał i w posępnym nastroju sięgał po płaską kieszonkową buteleczkę brandy, by wychylić kieliszek; wówczas, poczuwszy się nieco lepiej, zaczynał rozpatrywać swoje możliwości i zastanawiać się, co mógłby jeszcze uratować z pożogi. Postanowił starać się usilnie o utrzymanie stanowiska zarządcy, czego, jak mniemał, Dangerfield, jeśli potrzebował użytecznego człowieka, mu nie odmówi. Napomknął o tej sprawie lordowi Castlemallardowi i sądził, że ten odniósł się z pełnym zrozumieniem i przychylnością do jego prośby. Tak, to stanowisko dałoby mu kredyt i możliwości, stałoby się podwaliną nowej fortuny i wybawieniem. Możecie sobie wyobrazić, jak cennym, przyjemnym towarzyszem był doktor