Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 23
w ten sposób tego wścibskiego człowieka; zdecydował przeto uzbroić się w cierpliwość i czekać — niezbyt długo.
Tymczasem Dangerfield dotarł do jednego z owych uroczych pastwisk nad brzegiem rzeki, które, jak wiemy, zachwyciły prosty umysł naszego wędkarza. Spławik jego był już na wodzie, wznosząc się i opadając na drobnych falach wartkiej rzeki, a pokryta zielenią dolina, gdzie on i jego milczący towarzysz stali ramię przy ramieniu, rozbrzmiewała od czasu do czasu dziwnym szorstkim i chrapliwym śmiechem Dangerfielda, o którego przyczynę Irons, oczywiście, nie ośmielił się zapytać.
Istnieje 'złowróżbny kaszel — nie wiem, czemu nie miałoby być złowróżbnego śmiechu. W śmiechu Dangerfielda z pewnością dźwięczała złowróżbna nuta — dźwięczało w nim rozbawienie nie mające nic wspólnego z radością, a bardziej może przerażające niż najsurowsza nagana. Jeśli śmiech nie leży w usposobieniu człowieka, lepiej aby nie śmiał się on wcale. Dwunożne stworzenia, które lubią polowania na myszy i padlinę, śpiewają na swój własny sposób i nikt się temu nie sprzeciwia. Żywimy szacunek dla sowy i kruka, choć możemy ich nie lubić, mimo iż obstają przy swoim pohukiwaniu lub krakaniu. Nie jest to przyjemne, lecz całkiem naturalne i niekłamane, więc godzimy się z tym. Oczekujemy jedynie od owych godnych ptaków, aby nie myliły się co do swych uzdolnień i nie mieszały się do muzyki; lub jeśli to czynią, aby. nie częstowały nas 'swymi cudacznymi trelami.
Irons z niezawodnym cieniem uśmiechu na wąskich wargach stał nieco z boku z rybackim oszczepem i podrywką, drugą wędką, woreczkiem z robakami i innymi przyborami; nie odzywał się, chyba że go zagadnięto; czasem podsuwał myśl, by zmienić przynętę lub muszkę lub by zarzucić wędki w jakimś szczególnym miejscu. Dangerfield podzielał zdanie pułkownika Venablesa twierdzącego, iż „dobrze jest, gdy miłośnik wędkarstwa zwiąże się z uczciwym, doświadczonym wędkarzem, który dobrowolnie i ze szczerego serca przekaże mu swą umiejętność". Dangerfield utkwił wzrok w spławiku, lecz myślał o czym innym.
Ilekroć Sturk spotykał Dangerfielda przy obiedzie lub w klubie, bezczelna pewność siebie i donośny głos zawodziły doktora, który stawał się przygnębiony i zamyślony,
Tymczasem Dangerfield dotarł do jednego z owych uroczych pastwisk nad brzegiem rzeki, które, jak wiemy, zachwyciły prosty umysł naszego wędkarza. Spławik jego był już na wodzie, wznosząc się i opadając na drobnych falach wartkiej rzeki, a pokryta zielenią dolina, gdzie on i jego milczący towarzysz stali ramię przy ramieniu, rozbrzmiewała od czasu do czasu dziwnym szorstkim i chrapliwym śmiechem Dangerfielda, o którego przyczynę Irons, oczywiście, nie ośmielił się zapytać.
Istnieje 'złowróżbny kaszel — nie wiem, czemu nie miałoby być złowróżbnego śmiechu. W śmiechu Dangerfielda z pewnością dźwięczała złowróżbna nuta — dźwięczało w nim rozbawienie nie mające nic wspólnego z radością, a bardziej może przerażające niż najsurowsza nagana. Jeśli śmiech nie leży w usposobieniu człowieka, lepiej aby nie śmiał się on wcale. Dwunożne stworzenia, które lubią polowania na myszy i padlinę, śpiewają na swój własny sposób i nikt się temu nie sprzeciwia. Żywimy szacunek dla sowy i kruka, choć możemy ich nie lubić, mimo iż obstają przy swoim pohukiwaniu lub krakaniu. Nie jest to przyjemne, lecz całkiem naturalne i niekłamane, więc godzimy się z tym. Oczekujemy jedynie od owych godnych ptaków, aby nie myliły się co do swych uzdolnień i nie mieszały się do muzyki; lub jeśli to czynią, aby. nie częstowały nas 'swymi cudacznymi trelami.
Irons z niezawodnym cieniem uśmiechu na wąskich wargach stał nieco z boku z rybackim oszczepem i podrywką, drugą wędką, woreczkiem z robakami i innymi przyborami; nie odzywał się, chyba że go zagadnięto; czasem podsuwał myśl, by zmienić przynętę lub muszkę lub by zarzucić wędki w jakimś szczególnym miejscu. Dangerfield podzielał zdanie pułkownika Venablesa twierdzącego, iż „dobrze jest, gdy miłośnik wędkarstwa zwiąże się z uczciwym, doświadczonym wędkarzem, który dobrowolnie i ze szczerego serca przekaże mu swą umiejętność". Dangerfield utkwił wzrok w spławiku, lecz myślał o czym innym.
Ilekroć Sturk spotykał Dangerfielda przy obiedzie lub w klubie, bezczelna pewność siebie i donośny głos zawodziły doktora, który stawał się przygnębiony i zamyślony,
www.dragbike.pl
