Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 26
XXIX
O TYM, JAK BIEDNĄ PANIĄ MACNAMARA DRĘCZYŁY KŁOPOTY I ZMORY, ORAZ O TYM, JAK PLOTKA WYRUSZYŁA W ŚWIAT
Około dwudziestu stron wstecz, kiedy wszyscy zebrani byliśmy w „Królewskim Domu", Czytelnik mój nie zauważył, być może, nieobecności naszej tęgiej i mającej wygórowane o sobie pojęcie, lecz ogólnie biorąc, dobrodusznej znajomej, pani Macnamara; przypominam sobie jednak teraz, że przecież usłyszał on przypadkowo krótką rozmowę pomiędzy łagodną Magnolią a ciotką Becky, podczas której obie panie wymieniły wyrazy szacunku, a Magnolia wyraziła nadzieję, że jej miła rodzicielka czuć się będzie lepiej dnia następnego. Pani Macnamara istotnie tam nie było, nie czuła się dobrze. Straciła ostatnio całą żywotność
i połowę rumieńców, a nawet nieco sadła. Była ona jak jedna z owych zażywnych majętnych wdów z doborowego towarzystwa — przeobrażonych rzep z Numbernip — które nagle zdradzają ubolewania godne objawy upadku; żółkną, wiotczeją i pokrywają się zmarszczkami niczym uschnięta bulwa-matka i więdną. Nie powiedziałbyś o niej, że to ta sama niewiasta.
Pewna wysoka, blada kobieta, odziana w czarne atłasy i czarny aksamitny kapturek, złożyła pani Macnamara dwie wizyty, przyjechawszy wynajętym powozem; lecz czy owe wizyty miały jakiś związek z tą smutną zmianą, o której powyżej wspomniałem, czy też nie, w tej chwili jeszcze nie przesądzam. Wiem jednak, że poważnie zaważyły na późniejszych wydarzeniach 'dotyczących osób, które występują w tej prawdziwej historii. Jakiekolwiek było zmartwienie pani Macnamara, nie mogła się ona zmusić do wyjawienia go, co wielce szkodziło jej bladoróżowym policzkom, krągłym kształtom, wesołości i żywości usposobienia.
Major odkrył, że była nieobecna myślami. Toole również przyłapał ją na myśleniu o czymś innym, gdy opowiadał najciekawsze szczegóły miejscowych ploteczek, a Magnolia kilkakrotnie zastała swą grubą rodzicielkę tonącą we łzach. Raz lub dwa razy Toole odniósł wrażenie, i nie bez słusz-
O TYM, JAK BIEDNĄ PANIĄ MACNAMARA DRĘCZYŁY KŁOPOTY I ZMORY, ORAZ O TYM, JAK PLOTKA WYRUSZYŁA W ŚWIAT
Około dwudziestu stron wstecz, kiedy wszyscy zebrani byliśmy w „Królewskim Domu", Czytelnik mój nie zauważył, być może, nieobecności naszej tęgiej i mającej wygórowane o sobie pojęcie, lecz ogólnie biorąc, dobrodusznej znajomej, pani Macnamara; przypominam sobie jednak teraz, że przecież usłyszał on przypadkowo krótką rozmowę pomiędzy łagodną Magnolią a ciotką Becky, podczas której obie panie wymieniły wyrazy szacunku, a Magnolia wyraziła nadzieję, że jej miła rodzicielka czuć się będzie lepiej dnia następnego. Pani Macnamara istotnie tam nie było, nie czuła się dobrze. Straciła ostatnio całą żywotność
i połowę rumieńców, a nawet nieco sadła. Była ona jak jedna z owych zażywnych majętnych wdów z doborowego towarzystwa — przeobrażonych rzep z Numbernip — które nagle zdradzają ubolewania godne objawy upadku; żółkną, wiotczeją i pokrywają się zmarszczkami niczym uschnięta bulwa-matka i więdną. Nie powiedziałbyś o niej, że to ta sama niewiasta.
Pewna wysoka, blada kobieta, odziana w czarne atłasy i czarny aksamitny kapturek, złożyła pani Macnamara dwie wizyty, przyjechawszy wynajętym powozem; lecz czy owe wizyty miały jakiś związek z tą smutną zmianą, o której powyżej wspomniałem, czy też nie, w tej chwili jeszcze nie przesądzam. Wiem jednak, że poważnie zaważyły na późniejszych wydarzeniach 'dotyczących osób, które występują w tej prawdziwej historii. Jakiekolwiek było zmartwienie pani Macnamara, nie mogła się ona zmusić do wyjawienia go, co wielce szkodziło jej bladoróżowym policzkom, krągłym kształtom, wesołości i żywości usposobienia.
Major odkrył, że była nieobecna myślami. Toole również przyłapał ją na myśleniu o czymś innym, gdy opowiadał najciekawsze szczegóły miejscowych ploteczek, a Magnolia kilkakrotnie zastała swą grubą rodzicielkę tonącą we łzach. Raz lub dwa razy Toole odniósł wrażenie, i nie bez słusz-
www.dragbike.pl
