Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 29
i kiwnąwszy nań filuternie, zasunęła okno, a Toole, wielce podniecony, wszedł na górę.
Panna Magnolia opowiadała ową historię ze zwykłym sobie ożywieniem, czasem zniżając głos do szeptu i łapiąc Toole'a za kołnierz, czasem wybuchając głośnym huraganem śmiechu; mały doktor zaś, stojąc obok (z rękoma w kieszeniach bryczesów) i przyjemnie pobrzękując leżącymi tam luźno drobnymi monetami, słuchał otwarłszy usta i wytrzeszczywszy oczy, z zapartym tchem i szerokim uśmiechem na rumianym obliczu. Później nastąpiła inna historia, której towarzyszył jeszcze głośniejszy chichot.
— A co dzieje się z tym suchym, długim i obwieszonym ozdobami słupem — Gertą Chattesworth, tą czarownicą? — nie mam na myśli, aby kogokolwiek w najmniejszym stopniu obchodziło, czy dosiada miotły, aby wymieść pajęczyny z księżyca, czy też nie, lecz można by się równie dobrze o tym dowiedzieć, pojmuje pan? — rzekła panna Mag nadstawiając uszu.
— A więc, na Jowisza, mówią — ale, proszę pamiętać, że ja nic nie wiem i daję słowo, nie wierzę w to — lecz jednak mówią, że ona wychodzi za mąż za, jak pani myśli, za kogo? — odrzekł Toole.
— Za starego pułkownika Bligha z Prochowni lub za wielebnego Walsinghama być może — krzyknęła Mag, wybuchając śmiechem — na żadnego młodego człowieka nie spadłaby taka plaga, jestem pewna.
— Cóż, cha, cha! pani jest czarodziejką, panno Mag, bez wątpienia. On nie jest młody, w tym względzie ma pani słuszność — ale za to bogaty, tak bogaty, na Jowisza, nieskończenie... no tak, co pani powie na pana Dangerfielda?
— Dangerfielda! Cóż (po krótkim milczeniu): jest na to wystarczająco brzydki jak również wystarczająco stary, ale jest tak bogaty jak wieprzowy pasztet w cieście, i jeśli wart jest połowę tego, co mówią — mogę pana o tym zapewnić — jeśli pójdzie do kościoła, to nie po to, aby poślubić tę tykę.
Roześmiała się szyderczo i dodała:
— Było to oczywiste od samego początku, że cała rodzina zada sobie wiele trudu, aby złapać tego starego dziwaka
i jego pieniądze. Pozostawmy Chattesworthów ich własnym knowaniom, z całym ich wielkopańskim zadzieraniem nosa.
Panna Magnolia opowiadała ową historię ze zwykłym sobie ożywieniem, czasem zniżając głos do szeptu i łapiąc Toole'a za kołnierz, czasem wybuchając głośnym huraganem śmiechu; mały doktor zaś, stojąc obok (z rękoma w kieszeniach bryczesów) i przyjemnie pobrzękując leżącymi tam luźno drobnymi monetami, słuchał otwarłszy usta i wytrzeszczywszy oczy, z zapartym tchem i szerokim uśmiechem na rumianym obliczu. Później nastąpiła inna historia, której towarzyszył jeszcze głośniejszy chichot.
— A co dzieje się z tym suchym, długim i obwieszonym ozdobami słupem — Gertą Chattesworth, tą czarownicą? — nie mam na myśli, aby kogokolwiek w najmniejszym stopniu obchodziło, czy dosiada miotły, aby wymieść pajęczyny z księżyca, czy też nie, lecz można by się równie dobrze o tym dowiedzieć, pojmuje pan? — rzekła panna Mag nadstawiając uszu.
— A więc, na Jowisza, mówią — ale, proszę pamiętać, że ja nic nie wiem i daję słowo, nie wierzę w to — lecz jednak mówią, że ona wychodzi za mąż za, jak pani myśli, za kogo? — odrzekł Toole.
— Za starego pułkownika Bligha z Prochowni lub za wielebnego Walsinghama być może — krzyknęła Mag, wybuchając śmiechem — na żadnego młodego człowieka nie spadłaby taka plaga, jestem pewna.
— Cóż, cha, cha! pani jest czarodziejką, panno Mag, bez wątpienia. On nie jest młody, w tym względzie ma pani słuszność — ale za to bogaty, tak bogaty, na Jowisza, nieskończenie... no tak, co pani powie na pana Dangerfielda?
— Dangerfielda! Cóż (po krótkim milczeniu): jest na to wystarczająco brzydki jak również wystarczająco stary, ale jest tak bogaty jak wieprzowy pasztet w cieście, i jeśli wart jest połowę tego, co mówią — mogę pana o tym zapewnić — jeśli pójdzie do kościoła, to nie po to, aby poślubić tę tykę.
Roześmiała się szyderczo i dodała:
— Było to oczywiste od samego początku, że cała rodzina zada sobie wiele trudu, aby złapać tego starego dziwaka
i jego pieniądze. Pozostawmy Chattesworthów ich własnym knowaniom, z całym ich wielkopańskim zadzieraniem nosa.
www.dragbike.pl
