Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 3
że tak zimna. Mówi wszystko i nic. Jest czysta, swawolna, melodyjna i zarazem cicha, a jednakże tajemnicza i zgubna. Czasem myślę, panno Lilias, że widziałem duszę tej rzeki; jest ona podobna — bardzo podobna do pani!
W podobny sposób mówił dalej, a Lilias stawała się coraz bardziej milcząca i słuchała uważniej niż zazwyczaj. Nie wiem, co działo się w wyobraźni ślicznej Lilias — w jej sercu — gdy tak zasłuchana była w szum wody i w ów uroczy, melodyjny głos. Miłość przemawia alegoriami i językiem znaków; spojrzenia i barwa głosu wyrażają ją najwierniej. Przeto na dźwięk słów Devereux Lilias ogarnęło na chwilę uczucie oczarowania, melancholii i zachwytu. Oczywiście musi istnieć pociąg — wzajemna nić porozumienia lub jakkolwiek chcecie to nazwać — aby zrodziło się uczucie choćby najsłabsze i najbardziej nikłe; jego moc trwa i potężnieje. Spójrzcie, jak biedny mały wiciokrzew lub jaśmin, lub winorośl oplatają chropowaty wiąz opisany przez Wergilego w jego epickim poemacie o uprawie roli (wcale nie żartuję), będący naturalną tych krzewów podporą. Mówi się, że wiąz jest szlachetnym panem lasu; proszę spojrzeć, jak wszystkie młode pędy roślin pnących cicho zwracają się ku niemu i przyczepiają doń kurczowo; po wielu zaś latach użyczą być może złamanemu i uschniętemu drzewu woni i piękna, choć ni owa woń, ni piękno nie zrodziły się z niego. Owe wątłe „niewieście" rośliny są, nieraz mi się wydaje, siłą i doskonałością stworzenia — siłą udoskonaloną w ich słabości; bluszcz zielony wśród śniegów zimy obejmuje w szczerym uścisku pozbawioną miłości ruinę; winorośl pociesza serce człowieka w cierpieniach życia. Proszę mnie jednak źle nie zrozumieć, gdyż słowa Devereux były tylko tkliwym bałamuctwem, Lilias zaś nie rzekła nic, co ośmieliłoby kapitana do powiedzenia czegoś więcej, lecz Lilias była już teraz pewna, że Devereux ją lubi i istotnie jest nią głęboko zajęty, więc czuła się niemal szczęśliwa. -
Mała Lily skierowała się ku tancerzom, a Devereux towarzyszył jej, nie aby wziąć udział w wesołej zabawie — o wiele przyjemniej było rozmawiać — lecz wesołe bębnienie i brzęczenie tamburynu, skoczne dźwięki skrzypiec, ustawiczny śmiech i paplanina wesołej kompanii stanowiły pewnego rodzaju osłonę. Może wyobrażała sobie, że w tym
W podobny sposób mówił dalej, a Lilias stawała się coraz bardziej milcząca i słuchała uważniej niż zazwyczaj. Nie wiem, co działo się w wyobraźni ślicznej Lilias — w jej sercu — gdy tak zasłuchana była w szum wody i w ów uroczy, melodyjny głos. Miłość przemawia alegoriami i językiem znaków; spojrzenia i barwa głosu wyrażają ją najwierniej. Przeto na dźwięk słów Devereux Lilias ogarnęło na chwilę uczucie oczarowania, melancholii i zachwytu. Oczywiście musi istnieć pociąg — wzajemna nić porozumienia lub jakkolwiek chcecie to nazwać — aby zrodziło się uczucie choćby najsłabsze i najbardziej nikłe; jego moc trwa i potężnieje. Spójrzcie, jak biedny mały wiciokrzew lub jaśmin, lub winorośl oplatają chropowaty wiąz opisany przez Wergilego w jego epickim poemacie o uprawie roli (wcale nie żartuję), będący naturalną tych krzewów podporą. Mówi się, że wiąz jest szlachetnym panem lasu; proszę spojrzeć, jak wszystkie młode pędy roślin pnących cicho zwracają się ku niemu i przyczepiają doń kurczowo; po wielu zaś latach użyczą być może złamanemu i uschniętemu drzewu woni i piękna, choć ni owa woń, ni piękno nie zrodziły się z niego. Owe wątłe „niewieście" rośliny są, nieraz mi się wydaje, siłą i doskonałością stworzenia — siłą udoskonaloną w ich słabości; bluszcz zielony wśród śniegów zimy obejmuje w szczerym uścisku pozbawioną miłości ruinę; winorośl pociesza serce człowieka w cierpieniach życia. Proszę mnie jednak źle nie zrozumieć, gdyż słowa Devereux były tylko tkliwym bałamuctwem, Lilias zaś nie rzekła nic, co ośmieliłoby kapitana do powiedzenia czegoś więcej, lecz Lilias była już teraz pewna, że Devereux ją lubi i istotnie jest nią głęboko zajęty, więc czuła się niemal szczęśliwa. -
Mała Lily skierowała się ku tancerzom, a Devereux towarzyszył jej, nie aby wziąć udział w wesołej zabawie — o wiele przyjemniej było rozmawiać — lecz wesołe bębnienie i brzęczenie tamburynu, skoczne dźwięki skrzypiec, ustawiczny śmiech i paplanina wesołej kompanii stanowiły pewnego rodzaju osłonę. Może wyobrażała sobie, że w tym
www.dragbike.pl
