Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 32
— Nie, nie on —  odparł Toole zadowolony — niech pani zgaduje dalej!
— No, niech się zastanowię. Jakiś nieokrzesany młody włóczykij z mnóstwem pieniędzy, założę się. Żebym to ja wiedziała, kto zacz — no, dalej, niech pan nie trzyma mnie w nieświadomości przez cały dzień — kim on jest, u diabła, Toole? — ponagliła doktora gniewnie młoda dama, wielce rozdrażniona.
— Dan Loftus — odparł Toole — cha, cha, cha, cha!
— Dan Loftus! — wielka podróż — no cóż, dokąd to świat zmierza? Och, ho, ho, ho! Hoo! Cóż za dandys! — oboje uśmiali się z Loftusa serdecznie, nazywając go „podróżną małpą" i Bóg wie czym jeszcze.
— Ależ sądziłam, że proboszcz Walsingham przeznaczył go na swego wikarego; lecz cóż, u licha, gna Dana Loftusa do obcych krajów, „by tańczyć i śpiewać dla króla hiszpańskiego i by śpiewać i tańczyć dla króla Francji?"
— Ej! Dan otrzymał dobrą posadę, zapewniam panią: został podróżującym wychowawcą rokującego nadzieję młodego lorda, stryjecznego brata Devereux. Na wszystkich świętych, madame, to jest tak, jakby ślepiec prowadził drugiego ślepca. Nie wiem, który z nich dwu jest bardziej zwariowany. Ech, kpiny — kpiny, na Jowisza, taka para — jeden wart drugiego; ale Dan to poczciwina i będziemy — będzie go nam brakować. Lubię Dana, a on kocha proboszcza — lubię go za to; tam gdzie jest wdzięczność i wierność, panno Mag, tam nie brak innych cnót, zapewniam panią, a dobry proboszcz był dotąd nadzwyczajnym, kochającym przyjacielem dla biednego Dana i, powtarzam, niech Bóg ma go za to w swej opiece, amen.
— Amen z całego serca — powiedziała panna Mag wesoło — to niewinna istota, biedny Dan; choć nie zaszkodziłoby mu nieco więcej wstążek przy kapeluszu, a nieco mniej łaciny w głowie. Ale niech pan spojrzy, doktorze, oto moja biedna stara kwoczka — matka (i ucałowała ją w policzek) tak źle się czuje jak kot w kąpieli.
Szepnęła coś w perukę Toole'a i oboje zaśmiali się hałaśliwie.
— Dałbym pięć gwinei, by móc powtórzyć pani, co mówi panna Mag — krzyknął Toole.
— Nie zwracaj uwagi na tego starego łajdaka, kocha-