Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 36
— Tak, tak, pamiętam to — cyganka, oszustka, no tak, ukazuje się to nadal; wydaje mi się, że widziałem to ogłoszenie znowu wczoraj — kłamliwy babsztyl. I to ta oszustka panią niepokoi? — rzekł Toole, wskazując palcem ogłoszenie w leżącej na stole gazecie.
— Niech cmi pan ją poda, drogi doktorze. Za nic nie chciałabym, żeby oni to ujrzeli i... i... och! Doktorze — na pewno pan nic nie powie?
— A bodaj to... nie! Czyż nie przysiągłem pani na mą duszę? Czyż myśli pani, że mam zamiar popełnić krzywoprzysięstwo w sprawie „Mary Matchwell" — tfu!
Tak oto wśród wielu ceregieli, wykrętów, potoków łez, różnorakich zaklinań i zakłopotanych min wyszło wreszcie szydło z worka.
Biedna pani Mac miała pewien obowiązek do spełnienia wobec córki. Brat pani Mac był najlepszym w świecie człowiekiem, lecz z przyczyny tych oburzających konfiskat za życia ich ojca (za króla Williama jeden z jej stryjecznych dziadków, jakobita, utracił wskutek konfiskaty pewien obszar gruntów miejskich przynoszących trzydzieści siedem funtów rocznego dochodu; temu to wydarzeniu, mówiąc ogólnie, pani Macnamara lubiła przypisywać upadek swej rodziny) i kilku młodzieńczym wybrykom rozrzutności: dochód jej brata łącznie z jej własnym nie był w stanie zapewnić drogiemu dziecku modnego stroju i wyglądu, jakim niegdyś cieszyła się matka; ludzie zaś nie mogący wykazać się dobrym pochodzeniem ani nie mogący żywić uzasadnionych roszczeń do czegokolwiek spoglądali na wdowę z góry, dlatego jedynie iż posiadali pieniądze (miała na myśli Chattesworthów) i odmawiali należnej jej pozycji. Tak więc nie widząc innej drogi wyrównania krzywd swemu biednemu dziecku, pani Macnamara zwróciła się do „M. M."
— Aby znaleźć  męża dla Mag, ech? — spytał Toole.
— Nie, nie. Och, doktorze Toole, to... to dla mnie — załkała biedna pani Mac! Toole przez chwilę wytrzeszczał ze zdumienia oczy, po czym zmuszony był szybko się odwrócić i z bliska podziwiać jakiś przedmiot z muszelek w szklanej szkatułce na kominku; jego szerokie, barczyste plecy trzęsły się i drgały, jak mniemam. Gdy doktor znów się odwrócił, twarz jego, choć wyrażała nadzwyczajną po-
wagę, czerwieńsza była niż zazwyczaj.