Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 41
spokojnie pytającym. Owe podejrzenia zdawały się wprawiać ją w zakłopotanie, lecz nie rzuciła wyzwania ciotce, aby dokładniej wyraziła myśl, więc atak został wkrótce ponowiony w innym miejscu.
Gdy Gertruda szła do miasta, do „Królewskiego Domu", lub nawet wówczas, gdy szła odwiedzić Lily po drugiej stronie mostu, lokaj Dominik miał przykazane, by jej towarzyszyć — pewien rodzaj asysty, z której nigdy przedtem nie korzystała w czasie swych krótkich sąsiedzkich wędrówek — a Gertruda wiedziała, że ciotka codziennie pouczała tego zaufanego sługę. Będąc pod takim nadzorem, harda dziewczyna dręczyła się, cierpiała, aż w końcu stała się posępna, milcząca i zjadliwa i zamknęła się całkowicie w obrębie Belmont.
 
XXXII
O TYM, JAK PORUCZNIK PUDDOCK I KAPITAN DEVEREUX WYSĄCZYLI DZBAN PONCZU I JAK WSPÓLNIE ŚPIEWALI I WIEDLI ROZMOWĘ

Gdyby tylko ludzie przestali wciąż za czymś gonić i zadawalali się tym, co jest, godząc się, by dzień dzisiejszy podobny był do wczorajszego, a jutrzejszy do dzisiejszego, ród ludzki byłby o wiele zasobniejszy nie wydając wcale więcej, a ludzie spaliby nadzwyczaj spokojnie.
Lecz dusza ludzka nie zna spoczynku podobnie jak morze lub wiatr. Wciąż spiskujemy przeciw własnemu spokojowi; a ponieważ nikt nie może poruszać się w tłumie nie potrącając innych, zdarza się, że nawet najspokojniejsi zmuszeni są do walki o swe status quo, więc czasem, choć w zwykłych warunkach nie kiwnęliby palcem ani nie poświęciliby guzika za możliwość „posunięcia się naprzód", są brutalnie zniewalani do tańczenia tak jak inni. Natura tego chce — pomysłowość jej nie ma końca; nie ścierpi nawet chwilowej bezczynności i jeśli nie pozostaje jej już nic innego, wówczas pod postacią czułej namiętności lub innych