Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 43
wzorowana, lecz w żadnym wypadku nie dałaby się rozpoznać.
— Tak jak te irlandzkie melodie, które wyciskają łzy z oczu lub wzbudzają śmiech w zależności od tego, czy grane są wolno, czy szybko, lub jak mielona cielęcina, mój drogi Puddock, którą kucharz może przyprawić na ostro lub na słodko, jak mu się spodoba; lub jak ciotka Rebeka, która okazuje tak różne uczucia zależnie od nastroju i sposobu, w jaki się do niej odnosimy; czasem trudno ją poznać, choć jest to wciąż ta sama ciotka Becky — odpowiedział De-vereux stukając do drzwi Ironsa.
— No, ale mówiąc poważnie, niekiedy przez zmianę postaci ze starszej na młodą lub z komicznej na pełną melancholii i odwrotnie, czasem postaci męskiej na kobiecą lub kobiecej na męską, zapewniam pana, można całkowicie przerobić utwór, a mimo to stworzyć sytuacje tak nowe i zaskakujące...
— Rozumiem, na wszystkich świętych, to nieśmiertelna myśl! Rozgłoszę ją jutro... dziś wieczór, na Jowisza! Weźmy Otella. Wesoły młody wenecki szlachcic niezwykłej urody, oczarowany opowieściami o „ludożercach i ludziach, którym głowy wyrastają poniżej ramion", uprowadzony został z domu swego ojca i poślubiony groźnej czarnej kobiecie w średnim wieku, Junona czy Dydona, która zabiera go z sobą — nie na Cypr — musimy być pomysłowi, lecz przypuśćmy, na wyspę Stromboli — wybuch namiętności zaś umieścić możemy w ostatnim akcie. Tam Dydona staje się zazdrosna o naszego bohatera, choć jest on niewinny jak święty Józef; gdy lokaj kładzie go do łóżka, młodzieniec wszczyna z nim rozmowę i opowiada mu jakąś żałosną historyjkę, jak to jego ojciec miał człowieka imieniem Barbarus. Gdy wszystko było już gotowe, a świeca w sypialni zgaszona, wchodzi Dydona wyglądająca niezwykle ponuro i dusi młodzieńca poduszką, nie zważając na jego wzruszające błagalne okrzyki i — na Jowisza!... Oto list z Bath.
Puddock zapalił świecę, po czym list z wielką czerwoną, okrągłą pieczęcią leżącą na stole przykuł jego błądzący wzrok i przeszył nieokreśloną niepewnością i obawą.
— Pozwoli pan, mój drogi Puddock? — spytał Devereux, zanim złamał pieczęć, gdyż w owych czasach ludzie stawali się ceremonialni, gdy okoliczności przypominały o zasa-