Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 44
dach dobrego wychowania. Puddock dał mu swe przyzwolenie, więc Devereux przeczytał list.
— Od mojej ciotki — rzekł rzucając list na stół z niezadowoloną miną; a następnie przeczytał go jeszcze raz, pomyślał chwilę i wsunął list do kieszeni.
— Hrabina pisze, że muszę jechać, Puddock. Uzyskała urlop dla mnie od generała i — niech to diabli — nie ma na to rady, nie mogę sprawić jej przykrości, rozumie pan. Doprawdy, Puddock, nie zrobiłbym jej przykrości. Biedna stara ciotka była zawsze niezwykle dla mnie dobra — nikt nawet nie wie, jak dobra. Tak więc wyjeżdżam jutro.
— Nie na zawsze! — wykrzyknął Puddock wielce zaniepokojony.
— Nie wiem, drogi Puddock. O jej zamierzeniach wiem tyle, co człowiek na księżycu. Lewisowi, wie pan, lekarze zalecili pobyt w Maladze, a Loftus — porządny chłopak — udało mi się oddać mu tę drobną przysługę, jedzie wraz z nim; lecz biedna stara dama jest przygnębiona, jak mniemam, więc wzywa mnie — ot i wszystko. Tak, Puddock, musimy razem wychylić puchar ponczu — pan i ja — lub czegoś innego... czegokolwiek... czego pan chce.
Posiedzieli zatem nieco dłużej i poweseleli znacznie; stali się przyjacielscy i troszkę patetyczni, każdy na swój sposób. Puddock wyjawił swe skryte, lecz szlachetne, płomienne uczucie dla Gertrudy Chattesworth, a Devereux, n a przekór losowi, zaśpiewał słodkim, smutnym tenorem jedną lub dwie piosenki; „nimfę", która biegała z góry na dół po schodach z czajnikiem, ogarnęła w końcu senność, pani Irons zaś, leżąc zbuntowana w łóżku, stanowczo odmówiła wstania, by podać muzykalnym pijakom rum z cytryną: Puddock, wpatrujący się niemal pięć minut w zegarek, przyznać muszę, że z lekką czkawką i niezwykłą powagą, odniósł wreszcie zwycięstwo; ustalił, iż dochodzi pierwsza godzina, pożegnał przeto wzruszająco, choć po żołniersku, swego przyjaciela; ten jednakowoż służył mu ramieniem, gdy  schodzili po dość stromych schodach, i z trudem odwiódł przyjaciela od zamiaru wejścia do stojącego zegara, którego drzwiczki były uchylone. Devereux poczytywał sobie również za swój obowiązek odprowadzić dziarskiego małego porucznika do domu. Tak więc (następnego ranka