Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 48
żyłach. Lecz w owych czasach rodzice byli bardziej despotyczni niż obecnie. Starzy ludzie z nikim nie dzielili się mądrością życiową i nie dopuszczali młodych do współuczestnictwa w swych zamysłach, a młodość i piękno, sądzę, miały wówczas więcej romantyzmu i o wiele mniej wyrachowania.
Oto jakie były zamiary starej hrabiny — ów zamysł w jej mniemaniu wielki i wspaniałomyślny, któremu poświęciła wiele czasu, nie lubiła bowiem niespodzianek. Nie był on zresztą nowy; budowała swój mglisty gmach przez kilka lat, a teraz z niezwykłym pośpiechem chciała wprowadzić lokatora do dobrze przygotowanej budowli, aby objął ją w posiadanie. Przyczyną owego pośpiechu stał się dziwny atak zawrotów głowy, który nazwała napadem omdlenia, a którego nikt później nie ośmielił się wspomnieć; starała się o nim nie pamiętać, zmuszając innych do uczynienia tego samego; jednak napad ów diablo ją przestraszył, a gdy minął bezradny, niepohamowany i histeryczny lęk, milcząco postanowiła, że jeśli rzecz ma się dokonać, należy działać szybko.
 
XXXIV
LILIAS SŁYSZY ZWROTKI STAREJ PIEŚNI, PO CZYM ODBYWA SIĘ POŻEGNANIE NAD RZEKĄ
 
Wyjazd Devereux nastąpił nagle, nowiny zaś o tym zdarzeniu dotarły do domu „Pod Wiązami" dopiero wówczas, gdy jego chłopak stajenny udał się z końmi do Islandbridge, a on sam w butach i ostrogach zapukał do drzwi. Proboszcza nie było w domu; pojechał do Dublina. Oczywiście De-vereux poszedł tam głównie po to, by pożegnać się z proboszczem.
— A panna Walsingham?
Również nie było jej w domu; nie, nie była w ogrodzie. John myślał, że może jest w szkole starej panny Chattesworth lub, dodała Sally, może w Belmont; nikt nic nie wiedział.