Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 50
prostu maleńka ścieżka dla wędkarzy, kręta i zarośnięta, lecz bardzo ładna i pełna uroku. Wracając z „Królewskiego Domu" Lily poszła tą właśnie ścieżką i gdy schodziła nad brzeg rzeki, upokorzona spuściła wzrok na trawę pod stopami szepcząc do stokrotek: „Nie, nie ma już dobroci ani przyjaźni na świecie. Wszyscy ludzie to bezduszne stworzenia, a poza tym obłudnicy. Cieszę się, że wyjechał".
Zatrzymała się przy przełazie biegnącym ponad żywopłotem, tuż koło starej, wyżłobionej i pokrytej pnącymi krzewami róż kolumny, na której szczycie znajdowała się porośnięta trawą kamienna misa; był to właśnie taki widoczek, jaki młoda dama mogłaby umieścić w swym albumie. Wówczas przypomniała sobie długi list od starej panny Wardle, przesłany jej przez ciotkę Becky do przeczytania z prośbą — a każda prośba od niej pochodząca była rozkazem — aby zwróciła go około szóstej godziny, jako że ciotka Becky nawet w obojętnych sprawach lubiła wyznaczać godziny i z całą bezwzględnością krępowała ludzi niepotrzebnymi terminami i wymaganiami jałowej punktualności.
Lily zatrzymała się więc przy przełazie. Lubiła starą kolumnę; druga bliźniacza kolumna tuż nad rzeką była już w kawałkach. Zniszczona kolumna podobnie jak i ta, która przetrwała, ozdobione zostały różami, o których wyżej wspomniałem, wiciokrzewem i bluszczem przez dobrą panią Strafford — rysowała ona trochę i dbała o malowniczość. Lilias trzymała w ręku list od starej panny Wardle, pełen oczywiście wstrząsających wieści o szaleńcach oraz o cierpieniach więźniów z Fleet; było tam również wiele różnych danych liczbowych, zapytań i suchych, drobnych poleceń, w które zawsze obfitowała korespondencja owej zacnej damy. List był otwarty i ostro zaszeleścił w ręku na powietrzu, lecz w takiej chwili nie zachęcał do czytania. Z miejsca, w którym dziewczyna stała, rozciągał się ładny widok w dół i w górę rzeki. Wzrok Lily powędrował z biegiem wód w kierunku Inchicore. Kochała tę rzekę, lecz dziwiła się w myśli, czemu ją kocha; tak zimną i obojętną, toczącą lśniące wody kręto ku morzu.
W tej właśnie chwili usłyszała nie opodal słodki tenor, wyśpiewujący z patetyczną niemal wesołością słowa, które pamiętała:
Zatrzymała się przy przełazie biegnącym ponad żywopłotem, tuż koło starej, wyżłobionej i pokrytej pnącymi krzewami róż kolumny, na której szczycie znajdowała się porośnięta trawą kamienna misa; był to właśnie taki widoczek, jaki młoda dama mogłaby umieścić w swym albumie. Wówczas przypomniała sobie długi list od starej panny Wardle, przesłany jej przez ciotkę Becky do przeczytania z prośbą — a każda prośba od niej pochodząca była rozkazem — aby zwróciła go około szóstej godziny, jako że ciotka Becky nawet w obojętnych sprawach lubiła wyznaczać godziny i z całą bezwzględnością krępowała ludzi niepotrzebnymi terminami i wymaganiami jałowej punktualności.
Lily zatrzymała się więc przy przełazie. Lubiła starą kolumnę; druga bliźniacza kolumna tuż nad rzeką była już w kawałkach. Zniszczona kolumna podobnie jak i ta, która przetrwała, ozdobione zostały różami, o których wyżej wspomniałem, wiciokrzewem i bluszczem przez dobrą panią Strafford — rysowała ona trochę i dbała o malowniczość. Lilias trzymała w ręku list od starej panny Wardle, pełen oczywiście wstrząsających wieści o szaleńcach oraz o cierpieniach więźniów z Fleet; było tam również wiele różnych danych liczbowych, zapytań i suchych, drobnych poleceń, w które zawsze obfitowała korespondencja owej zacnej damy. List był otwarty i ostro zaszeleścił w ręku na powietrzu, lecz w takiej chwili nie zachęcał do czytania. Z miejsca, w którym dziewczyna stała, rozciągał się ładny widok w dół i w górę rzeki. Wzrok Lily powędrował z biegiem wód w kierunku Inchicore. Kochała tę rzekę, lecz dziwiła się w myśli, czemu ją kocha; tak zimną i obojętną, toczącą lśniące wody kręto ku morzu.
W tej właśnie chwili usłyszała nie opodal słodki tenor, wyśpiewujący z patetyczną niemal wesołością słowa, które pamiętała:
www.dragbike.pl
