Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 51
Strumień dzielił oboje, Śmiała się w strumień ten, Jakby ujrzała głupstwo Lub śniła śmieszny sen.
'Nadchodził Devereux — było to jego żartobliwe powitanie. Spuściła wielkie oczy ku ziemi z niezrównanym rumieńcem młodości. Była uszczęśliwiona, lecz zmieszana czując, że się czerwieni. Gdy jednak kapitan zbliżył się, nie mógł tego dostrzec w głębokim cieniu rzucanym przez starą kolumnę i gęste pnącza, wiedział tylko, że Lily wygląda prześlicznie.
— Moje sny zrywają się do lotu, lecz moje szaleństwa pozostaną. Czy była pani chora, panno Lilias?
— Och, nic takiego, jedynie lekkie przeziębienie.
— A ja odjeżdżam — dowiedziałem się o tym zaledwie wczoraj wieczorem — naprawdę odjeżdżam. — Urwał, lecz młoda dama nie uznała, że powinna odpowiedzieć, pozwoliła mu więc mówić dalej. W rzeczy samej poczuła się dotknięta i nie chciała okazywać najmniejszego zaciekawienia posunięciami młodego człowieka.
— Powziąłem więc poważny zamiar teraz, gdy opuszczam ten mały światek — i spojrzał z żalem, jak się Lily wydawało, w kierunku miasteczka — aby wciągnąć panią, jeśli pani zezwoli, na listę moich spadkobierców.
Zaśmiała się miłym, beztroskim i cichym śmiechem. Jakiż był złośliwy! Lecz, och! Czyż nie brzmiało to jak muzyka!
— A więc, przypuszczam, że jeśli nie ujrzycie mnie w miasteczku przez pewien czas, a być może już nigdy więcej, ludzie tutejsi nie będą mieli złamanych serc po utracie Dicka Devereux?
Śniady kapitan uśmiechnął się, a oczy jego rzuciły lekki fiołkowy cień na dziewczynę; w tonie jego głosu był niejasny wyrzut, który na chwilę wzruszył ją jak słodka muzyka.
Lecz mała Lily była sprytna; jeśli o n, taki dawny przyjaciel, mógł wyjechać bez pożegnania, czemuż by miał przypuszczać, że jej na nim zależy.
— Złamane serca? Być może wcale nie; lecz oczywiście ja, będąc córką proboszcza, miałabym złamane serce, i go-