Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 58
— Ach, Lily, kochanie, biedna Gertruda jest tam zupełnie sama. Byłoby poczciwie z twej strony, gdybyś poszła do niej i wypiła z nią filiżankę herbaty; ale, cóż to, jest ci zimno? Boisz się?
Lily nie bała się; wychodziła dziś z domu i nadzwyczaj jej to pomogło. Bardzo miło ze strony ciotki Becky, że o tym pomyślała, gdyż Lily była również samotna. Tak więc starsza panna Chattesworth wraz z doktorem i Dominikiem, z których każdy był w odmiennym nastroju, oddaliła się, by spełnić swe miłosierne posłannictwo; Lily zaś posłała do miasteczka po dwóch tragarzy lektyki, Petera Briana i Larry'ego Foya, dwunożnych kucyków, jak ich nazywał Toole.
XXXVI
PANNA LILIAS ODWIEDZA BELMONT I SPOSTRZEGA W MROKU POD OKNEM PEWIEN DZIWNY TROJGRANIASTY KAPELUSZ
W owych czasach w sieni każdego szlacheckiego dworu stała lektyka, własność pani domu. Zanim wszakże przybyli tragarze, zanim zamocowali drągi, a wierny John Trący ubrał się w brązowy surdut przybrany białą koronką i wziął do ręki laskę (nie było potrzeby zabierać latarni, bowiem księżyc oświetlał drogę łagodnym i przyjemnym blaskiem), panna Lilias Walsingham włożyła czerwony kapturek, który otulił jej łagodną twarzyczkę, i wsiadła do lektyki; po czym drzwiczki zamknęły się, dach zasunął i młoda dama ruszyła w drogę. Miała tak wiele do przemyślenia, tak wiele do opowiedzenia o przygodzie, która ją spotkała tego dnia, że w chwili gdy, jak sądziła, przebyli zaledwie połowę drogi, przemykali już w cieniu topól okalających aleję, a gdy zbliżyła się do celu, dostrzegła przez okienko dom witający ją gościnnie białą fasadą i rozpostartymi skrzydłami, jakby chciał objąć ją w uścisku.
Drzwi sieni były na pół uchylone, choć się już ściemniło; psy zbiegły w dół warcząc i starannie obwąchując przy-
Lily nie bała się; wychodziła dziś z domu i nadzwyczaj jej to pomogło. Bardzo miło ze strony ciotki Becky, że o tym pomyślała, gdyż Lily była również samotna. Tak więc starsza panna Chattesworth wraz z doktorem i Dominikiem, z których każdy był w odmiennym nastroju, oddaliła się, by spełnić swe miłosierne posłannictwo; Lily zaś posłała do miasteczka po dwóch tragarzy lektyki, Petera Briana i Larry'ego Foya, dwunożnych kucyków, jak ich nazywał Toole.
XXXVI
PANNA LILIAS ODWIEDZA BELMONT I SPOSTRZEGA W MROKU POD OKNEM PEWIEN DZIWNY TROJGRANIASTY KAPELUSZ
W owych czasach w sieni każdego szlacheckiego dworu stała lektyka, własność pani domu. Zanim wszakże przybyli tragarze, zanim zamocowali drągi, a wierny John Trący ubrał się w brązowy surdut przybrany białą koronką i wziął do ręki laskę (nie było potrzeby zabierać latarni, bowiem księżyc oświetlał drogę łagodnym i przyjemnym blaskiem), panna Lilias Walsingham włożyła czerwony kapturek, który otulił jej łagodną twarzyczkę, i wsiadła do lektyki; po czym drzwiczki zamknęły się, dach zasunął i młoda dama ruszyła w drogę. Miała tak wiele do przemyślenia, tak wiele do opowiedzenia o przygodzie, która ją spotkała tego dnia, że w chwili gdy, jak sądziła, przebyli zaledwie połowę drogi, przemykali już w cieniu topól okalających aleję, a gdy zbliżyła się do celu, dostrzegła przez okienko dom witający ją gościnnie białą fasadą i rozpostartymi skrzydłami, jakby chciał objąć ją w uścisku.
Drzwi sieni były na pół uchylone, choć się już ściemniło; psy zbiegły w dół warcząc i starannie obwąchując przy-
www.dragbike.pl
