Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 59
byłych, po czym nastąpiło radosne merdanie ogonami, psy bowiem zaprzyjaźnione były z tragarzami i z Johnem Tracy, a kochały Lilias. Lily wysiadła w sieni i weszła do małego pokoiku na prawo, a otworzywszy drzwi do wewnętrznego, większego pokoju — nie paliła się tam świeca, więc panował półmrok — ujrzała Gertrudę stojącą przy oknie na przeciw trawnika, który schodził ku rzece. Ta strona domu znajdowała się w cieniu, lecz Lilias spostrzegła, że okno było podniesione, a Gertruda, jak sądziła Lily, patrzyła wprost na nią, choć nie poruszyła się, póki Lilias się nie zbliżyła, dziwiąc się, czemu przyjaciółka nie podchodzi ku niej. Przystanąwszy chwilę, powodowana jakąś nieprzyjemną niepewnością, usłyszała przytłumioną rozmowę i wyraźnie ujrzała postać mężczyzny okrytego, jak jej się wydawało, płaszczem i pochylonego od zewnętrznej strony nad parapetem okiennym. Lilias wydało się także, że trzymał on Gertrudę za rękę. Największe jednak wrażenie wywarł na niej wyraźny zarys trójgraniastego kapelusza z rogami wywiniętymi w tak szczególny sposób, że, mogłaby na to przysiąc, nigdy przedtem nie widziała owego osobliwego kapelusza w parafii Chapelizod.
Lily cofnęła się o krok, lecz Gertruda natychmiast odwróciła się i dostrzegłszy ją, wydała lekki okrzyk.
— To ja, Gertrudo, kochanie... Lily... Lily Walsingham — powiedziała dziewczyna, w równym niemal stopniu przerażona, co sama Gertruda. — Wrócę za chwilę.
Dojrzała jakąś postać prześlizgującą się pośpiesznie wzdłuż muru na zewnątrz.
— Lily, Lily, kochanie, nie, nie odchodź... nie spodziewałam się ciebie. — Gertruda urwała niespodzianie, a później niespodzianie rzekła: — Cieszę się bardzo, Lily, że przyszłaś — i zasunęła okno, a po krótkim milczeniu odezwała się znowu: — Może poszłybyśmy na górę do salonu, i... i... Lily, kochanie, bardzo się cieszę, że przyszłaś. Czy czujesz się lepiej?
Mówiąc to ujęła dłoń małej Lily i ucałowała przyjaciółkę.
Mała Lilias nie odezwała się słowem przez cały ten czas, tak dalece była zmieszana, a serce jej waliło z nieokreślonej trwogi. Poczuła też, że zimna ręka Gertrudy zadrżała w jej dłoni.
Lily cofnęła się o krok, lecz Gertruda natychmiast odwróciła się i dostrzegłszy ją, wydała lekki okrzyk.
— To ja, Gertrudo, kochanie... Lily... Lily Walsingham — powiedziała dziewczyna, w równym niemal stopniu przerażona, co sama Gertruda. — Wrócę za chwilę.
Dojrzała jakąś postać prześlizgującą się pośpiesznie wzdłuż muru na zewnątrz.
— Lily, Lily, kochanie, nie, nie odchodź... nie spodziewałam się ciebie. — Gertruda urwała niespodzianie, a później niespodzianie rzekła: — Cieszę się bardzo, Lily, że przyszłaś — i zasunęła okno, a po krótkim milczeniu odezwała się znowu: — Może poszłybyśmy na górę do salonu, i... i... Lily, kochanie, bardzo się cieszę, że przyszłaś. Czy czujesz się lepiej?
Mówiąc to ujęła dłoń małej Lily i ucałowała przyjaciółkę.
Mała Lilias nie odezwała się słowem przez cały ten czas, tak dalece była zmieszana, a serce jej waliło z nieokreślonej trwogi. Poczuła też, że zimna ręka Gertrudy zadrżała w jej dłoni.
www.dragbike.pl
