Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 6
łego porucznika w swe władanie i poczęła z niego pokpiwać w żargonie, który sobie upodobała, podśmiechując się i prawiąc złośliwości na temat jego słabości do panny Chattesworth; pod wpływem tych drwin szarmancki młodzieniec rumienił się, a czasem uśmiechał, często zaś kłaniał i zażywał szczyptę tabaki.
— A oto znowu nadchodzi księżna Belmont — powiedziała zuchwała panna Magnolia, widząc zbliżającą się dumnie ciotkę Becky, a Puddock odniósł wtedy wrażenie, jak gdyby Mag miała oczy z tyłu głowy. Przypuszczam, że tańce i swawole doprowadziły gorącą krew Magnolii do stanu wrzenia, więc wyraźniej niż zazwyczaj okazywała nienawiść do ciotki Rebeki i pogardę dla niej.
— Teraz ujrzy pan, jak zderzy się ze mną, mizerną biedaczką, jedynie dlatego, że jestem mała. A oto w jaki sposób to tańczą — zawołała głośniej i z lekkim dygiem odskoczyła do tyłu, wpadając zręcznie, z dumną minką i wdziękiem, na majestatyczną pannę Rebekę; po czym, wymachując rękoma z cichym okrzykiem i wyrazem przerażonej niewinności, przycisnęła dłonie do serca, jak gdyby pragnąc stłumić rzekome jego drżenie; złożyła głęboki dyg i zawołała: — Och, coś podobnego, sądziłam, że to wysoki Burke, kanonier.
— Mogłabyś spojrzeć za siebie, zanim skoczysz do tyłu, młoda panno — rzekła ciotka Becky blada z gniewu.
— A pani mogłaby spojrzeć przed siebie, zanim skoczy pani do przodu, stara panno — odparła panna Mag, równie wściekła.
— Młode damy przestrzegały ongi zasad dobrego wychowania — dodała ciotka Becky.
— I one również oczekują tego od pani, madame — odrzekła młoda dama z bardzo grzecznym dygiem i bardzo ciemnym rumieńcem na twarzy.
— Tak, panno Mac — Mag — madame — tak było — odpowiedziała ciotka Rebeka — przynajmniej ja byłam tak wychowana, aby w grzecznym towarzystwie zachowywać się jak osoba cywilizowana.
— „Chciałabym to ujrzeć", jak mawiają ślepi — odcięła się Magnolia. — Lecz to było dość dawno i miała pani dość czasu, by o tym zapomnieć.
— Powiadomię jutro pani matkę, panią Mug —
— A oto znowu nadchodzi księżna Belmont — powiedziała zuchwała panna Magnolia, widząc zbliżającą się dumnie ciotkę Becky, a Puddock odniósł wtedy wrażenie, jak gdyby Mag miała oczy z tyłu głowy. Przypuszczam, że tańce i swawole doprowadziły gorącą krew Magnolii do stanu wrzenia, więc wyraźniej niż zazwyczaj okazywała nienawiść do ciotki Rebeki i pogardę dla niej.
— Teraz ujrzy pan, jak zderzy się ze mną, mizerną biedaczką, jedynie dlatego, że jestem mała. A oto w jaki sposób to tańczą — zawołała głośniej i z lekkim dygiem odskoczyła do tyłu, wpadając zręcznie, z dumną minką i wdziękiem, na majestatyczną pannę Rebekę; po czym, wymachując rękoma z cichym okrzykiem i wyrazem przerażonej niewinności, przycisnęła dłonie do serca, jak gdyby pragnąc stłumić rzekome jego drżenie; złożyła głęboki dyg i zawołała: — Och, coś podobnego, sądziłam, że to wysoki Burke, kanonier.
— Mogłabyś spojrzeć za siebie, zanim skoczysz do tyłu, młoda panno — rzekła ciotka Becky blada z gniewu.
— A pani mogłaby spojrzeć przed siebie, zanim skoczy pani do przodu, stara panno — odparła panna Mag, równie wściekła.
— Młode damy przestrzegały ongi zasad dobrego wychowania — dodała ciotka Becky.
— I one również oczekują tego od pani, madame — odrzekła młoda dama z bardzo grzecznym dygiem i bardzo ciemnym rumieńcem na twarzy.
— Tak, panno Mac — Mag — madame — tak było — odpowiedziała ciotka Rebeka — przynajmniej ja byłam tak wychowana, aby w grzecznym towarzystwie zachowywać się jak osoba cywilizowana.
— „Chciałabym to ujrzeć", jak mawiają ślepi — odcięła się Magnolia. — Lecz to było dość dawno i miała pani dość czasu, by o tym zapomnieć.
— Powiadomię jutro pani matkę, panią Mug —
www.dragbike.pl
