Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 60
— Tak, kochanie, do salonu, oczywiście — odparła Lily. Obie młode damy trzymając się za ręce udały się zatem na górę, nie mówiąc do siebie nic więcej.
— Ciotka Becky poszła odwiedzić jednego ze swych podopiecznych. Nie spodziewam się, aby wróciła wcześniej niż za godzinę.
— Tak, wiem, była u mnie, Gertrudo droga, a ja nie powinnam była tu przyjść, lecz skoro ona mnie o to prosiła, i... i...
Urwała pojmując, że usprawiedliwia się jak nieproszony gość, i doznała wstrząsu poczuwszy, że nagle rozdzieliła je przepaść. Dręczyła ją też świadomość, że ich dawne wzajemne, dziewczęce zaufanie skończyło się i minęło, a wydarzenia tego wieczoru, zmieniony wygląd Gertrudy i zmiana w ich wzajemnych stosunkach wydawały się strasznym snem.
Gertruda była tak blada i miała tak nieszczęśliwą minę, że Lily, która raz lub dwa podchwyciła ukradkowe spojrzenie jej zmieszanych, zachmurzonych oczu, trwożne i pytające, nie potrafiła żadną miarą zachować pozorów ich dawnych wesołych pogawędek, tym bardziej że czuła, iż Gertruda odczytała z jej twarzy zdumienie i trwogę, które ją opanowały.
— Lily, kochanie, usiądźmy przy oknie, z dala od świec, i wyjrzyjmy. Nienawidzę światła.
— Z prawdziwą przyjemnością — odrzekła Lily. Owej nocy nie było dwu równie bladych twarzyczek wyglądających na świat w blasku księżyca.
— Nienawidzę światła, Lily — powtórzyła Gertruda patrząc nie na swą towarzyszkę, lecz wprost przez okno w wykuszu na ciemny zarys trawnika, brzeg rzeki i skarpę po je] drugiej stronie. — Nienawidzę światła, tak, nienawidzę światła, albowiem myśli moje są ciemnością... tak, moje myśli są ciemnością. Nikt mnie nie zna i czuję się jak ktoś, kto jest prześladowany. Powiedz mi, co ujrzałaś, gdy weszłaś do tamtego saloniku przed chwilą.
— Gertrudo, kochanie, nie powinnam była wchodzić tak nagle.
— Ależ tak, słusznie i miło postąpiłaś, Lily... słusznie i miło... traktując mnie jak szczerą i serdeczną przyjaciółkę, jaką, Bóg świadkiem, byłam dla ciebie, Lily, przez całe ży-