Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 66
baczenie mu jego nieobecności na tym, jak wszyscy mamy nadzieję, nadzwyczaj miłym spotkaniu. Nasz czcigodny przyjaciel ojciec Roach, którego ten gentleman miał zaszczyt być gościem, może dać panom dokładniejsze wyjaśnienia co do przyczyny nagłego wyjazdu pana Mahony.
Ojciec Roach próbował powstrzymać kapitana pełnym wyrzutu spojrzeniem, lecz ów okrutny oficer na nic niepomny dokończył rozpoczętego zdania, składając ukłon i czyniąc zapraszający ruch ręki w stronę duchownego, po czym usiadł udzielając mu głosu.
Rzecz miała się tak, że owego ranka, o całkiem niestosownej godzinie, trzej pomocnicy szeryfa wtargnęli podstępem — jako że wyprawę uważano za niebezpieczną — do domostwa czcigodnego ojca i ku przerażeniu głupkowatej dziewki służebnej — która ich wpuściła, aresztowali wielkodusznego Patryka Mahony, kiedy spokojnie drzemał w łóżku. Poczciwy ojciec Roach usiłował stanąć w obronie swego gościa. Słysząc zgiełk i podejrzewając jego przyczynę — albowiem Pat zbiegł z hrabstwa Kerry z powodu grożącego mu niebezpieczeństwa tego samego pokroju — jego wielebność wyskoczył z łóżka na podłogę z wielkim łomotem i nie mogąc w ciemności odnaleźć odzieży, chwycił komżę mającą stałe miejsce w bieliźniarce ściennej u wezgłowia łóżka, po czym wsunął się w nią z zadziwiającą szybkością, upuszczając przy tym na podłogę dwa i pół funta najlepszego bekonu pana Fogarty. Bekon ten jego świątobliwość ukrył w fałdach owego świętego ubioru, aby zwieść grabieżcze zapędy niewiast, gdyż zarówno ojciec Roach, jak i pan Mahony mieli zwyczaj odcinać z niego ku swej uciesze smakowite płaty.
Okiennica w pokoju biednego Mahony'ego była już w tym czasie otwarta; w szarym świetle poranka ukazała się ponura postać ojca Roacha w komży wtaczająca się ostrzegawczo do izby. Pomocnicy szeryfa byli jednak rosłymi mężczyznami o szerokich barach i atletycznej budowie, a poza tym wyposażonymi w groźnie wyglądające dębowe pałki. Veni, vidi, victus sum! Jedno spojrzenie wystarczyło, by pojąć, że wszystko stracone.
Ojciec Roach próbował powstrzymać kapitana pełnym wyrzutu spojrzeniem, lecz ów okrutny oficer na nic niepomny dokończył rozpoczętego zdania, składając ukłon i czyniąc zapraszający ruch ręki w stronę duchownego, po czym usiadł udzielając mu głosu.
Rzecz miała się tak, że owego ranka, o całkiem niestosownej godzinie, trzej pomocnicy szeryfa wtargnęli podstępem — jako że wyprawę uważano za niebezpieczną — do domostwa czcigodnego ojca i ku przerażeniu głupkowatej dziewki służebnej — która ich wpuściła, aresztowali wielkodusznego Patryka Mahony, kiedy spokojnie drzemał w łóżku. Poczciwy ojciec Roach usiłował stanąć w obronie swego gościa. Słysząc zgiełk i podejrzewając jego przyczynę — albowiem Pat zbiegł z hrabstwa Kerry z powodu grożącego mu niebezpieczeństwa tego samego pokroju — jego wielebność wyskoczył z łóżka na podłogę z wielkim łomotem i nie mogąc w ciemności odnaleźć odzieży, chwycił komżę mającą stałe miejsce w bieliźniarce ściennej u wezgłowia łóżka, po czym wsunął się w nią z zadziwiającą szybkością, upuszczając przy tym na podłogę dwa i pół funta najlepszego bekonu pana Fogarty. Bekon ten jego świątobliwość ukrył w fałdach owego świętego ubioru, aby zwieść grabieżcze zapędy niewiast, gdyż zarówno ojciec Roach, jak i pan Mahony mieli zwyczaj odcinać z niego ku swej uciesze smakowite płaty.
Okiennica w pokoju biednego Mahony'ego była już w tym czasie otwarta; w szarym świetle poranka ukazała się ponura postać ojca Roacha w komży wtaczająca się ostrzegawczo do izby. Pomocnicy szeryfa byli jednak rosłymi mężczyznami o szerokich barach i atletycznej budowie, a poza tym wyposażonymi w groźnie wyglądające dębowe pałki. Veni, vidi, victus sum! Jedno spojrzenie wystarczyło, by pojąć, że wszystko stracone.
www.dragbike.pl
