Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 70
niego samego; lecz mimo że Sturk zdawał sobie z wszystkiego jasno sprawę, nadal postępował tak samo. „Gdyby te piekielne straty nie popsuły mi żołądka, nie dbałbym o sny, a tym bardziej nie dopuściłbym do tego, aby mnie nawiedzały jak przeklęty korowód duchów. Jutro spróbuję goryczki."
Wszystko i wszyscy zdawali się poruszać tę samą strunę jego tajemnych obaw. Proboszcz Walsingham wygłosił kazanie dotyczące tekstu „Pamiętaj o dniach ciemności, albowiem jest ich wiele". Kazanie poruszało straszliwe tematy śmierci i sądu ostatecznego; proboszcz mówił we właściwy sobie dziwaczny, uroczysty sposób, dobrze odmierzonymi słowami, które brzmiały w uszach Sturka przez cały następny dzień, jak niegdyś bębny i piszczałki w przytłumionych dźwiękach Marsza żałobnego, nim ucho jego oswoiło się z ich przejmującymi tonami. Zazwyczaj kazania nie wywierały na Sturku wrażenia większego niż na innych wojskowych, lecz teraz, gdy znajdował się w chorobliwym stanie, nic nie znaczące słowo czy zdanie dotykało niejednokrotnie wrażliwego i tajemniczego ośrodka bólu w duszy doktora.
Na przykład gdy kaznodzieja nazwał śmierć „wielkim bankructwem, które w jednej chwili przekształca światowego człowieka w jedyną osobę jego domu nie wartą szylinga", rozniecił nieświadomie utajony lęk w zakamarkach mózgu Sturka, a donośne tony i przerażający przedmiot kazania proboszcza odbiły się echem głuchego grzmotu w umyśle doktora.
Niegdyś Sturk podobnie jak inni sprytni i bardzo zajęci ludzie nie miał nic przeciw temu, by posłuchać, komu zajęto mienie, kto zbankrutował, a kogo zakuto w kajdany; lecz teraz wzdrygał się słysząc podobne rzeczy. Nienawistną mu była myśl, że mądry
  człowiek może zostać kiedykolwiek doprowadzony do nędzy w tej wielkiej ziemskiej grze. Szybko przeto odwrócił wzrok od „Gazette" leżącej wśród innych dzienników na klubowym stole, albowiem ponure stronice pisma zdawały się patrzeć mu znacząco prosto w twarz, jak gdyby miały pewnego dnia spełnić wobec niego jakiś drobny urzędowy obowiązek; gdy zaś Cluffe lub Toole wspominali w klubie o czyimś nieoczekiwanym bankructwie, dzwoniło doktorowi w uszach jak po otrzymaniu ciosu i przez następne pół godziny czuł się chory.