Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 71
Jeden z całego zastępu obrzydliwych snów, które nawiedzały Sturka po nocach, był zapewne odbiciem kazania proboszcza Walsingham. Sturkowi wydało się, że słyszy dobrze sobie znany rześki głos Toole'a, wykrzykujący pod jego, Sturka, oknami: „Cóż ten brudny żebrak tutaj robi? Pfuj! Śmierdzi cały jak ścierwo, cha, cha, cha!" Sturk, wychyliwszy się przez okno salonu, ujrzał nędznego żebraka proszącego o jałmużnę przy drzwiach wejściowych. „Hola, panie, czego pan tu chce?" — zawołał lekarz z jakąś niewytłumaczalną odrazą i strachem. „On stracił wszystko do ostatniego szylinga w tym wielkim krachu w październiku" — odparł głos Dunstana tuż przy jego uchu; a w ziemistego koloru twarzy, którą żebrak uniósł ku niemu, Sturk rozpoznał własne rysy. „To ja" — wykrztusił Sturk i wymamrotał jakieś przekleństwo, po czym obudził się z potworną trwogą, nie wiedząc, gdzie się znajduje. „Ja... ja umieram."
„Październik, myślał Sturk, krach, to po prostu dlatego, że wciąż myślę o tym piekielnym rachunku i o przedłużeniu weksla starego Dyle'a, i o czynszu dzierżawnym."
Istotnie lekarz miał przed sobą widoki na burzliwą podróż, a żeglowanie w październiku było groźne, straszne i niemal rozpaczliwe, gdy tak stał samotny podczas wachty przy kole sterowym, z pałającymi policzkami i niespokojną ręką, wierząc ze stoicyzmem w szczęście i żywiąc nadzieję wbrew nadziei, iż skały się rozstąpią, a morze przestanie grozić zatonięciem; był to istny cud, że nie wyskoczył za burtę; powstrzymywała go jedynie pewność, iż wówczas miałby na wieki spokojną głowę, zimne serce i głęboki sen.
Wtedy to począł obliczać swe zobowiązania pieniężne na ten przeklęty miesiąc, na którego groźnym progu już stał. Począł myśleć o każdym pensie wpływającym do jego kieszeni i o tym, co mogłoby być odebrane i wymuszone od zbiegów i bankrutów, których weksle posiadał, a których zwykle przeklinał leżąc już w łóżku z zaciśniętymi pięściami i ustami. Tymczasem biedna mała pani Sturk, nieświadoma grożącego im niebezpieczeństwa, spoczywała u jego boku po odmówieniu pacierza pogrążona w głębokim śnie. Następnie rozmyślał o tym, czy otrzyma na czas stanowisko zarządcy, co dałoby mu możność urzą-
„Październik, myślał Sturk, krach, to po prostu dlatego, że wciąż myślę o tym piekielnym rachunku i o przedłużeniu weksla starego Dyle'a, i o czynszu dzierżawnym."
Istotnie lekarz miał przed sobą widoki na burzliwą podróż, a żeglowanie w październiku było groźne, straszne i niemal rozpaczliwe, gdy tak stał samotny podczas wachty przy kole sterowym, z pałającymi policzkami i niespokojną ręką, wierząc ze stoicyzmem w szczęście i żywiąc nadzieję wbrew nadziei, iż skały się rozstąpią, a morze przestanie grozić zatonięciem; był to istny cud, że nie wyskoczył za burtę; powstrzymywała go jedynie pewność, iż wówczas miałby na wieki spokojną głowę, zimne serce i głęboki sen.
Wtedy to począł obliczać swe zobowiązania pieniężne na ten przeklęty miesiąc, na którego groźnym progu już stał. Począł myśleć o każdym pensie wpływającym do jego kieszeni i o tym, co mogłoby być odebrane i wymuszone od zbiegów i bankrutów, których weksle posiadał, a których zwykle przeklinał leżąc już w łóżku z zaciśniętymi pięściami i ustami. Tymczasem biedna mała pani Sturk, nieświadoma grożącego im niebezpieczeństwa, spoczywała u jego boku po odmówieniu pacierza pogrążona w głębokim śnie. Następnie rozmyślał o tym, czy otrzyma na czas stanowisko zarządcy, co dałoby mu możność urzą-
www.dragbike.pl
