Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 73
szej nadarzającej się sposobności wpakować mnie w to rozpaczliwe położenie."
A wówczas Sturk począł wić się w kółko na plecach, jak zapewne czynił to św. Antoni na mękach, i potoczył oczyma w stronę ciemnego łóżka z nieszczęsnym jękiem, myśląc o trzech nieubłaganych boginiach losu w postaci Carny'ego, Nuttera i Dyle'a, którzy w tej właśnie chwili trzymali miarkę, nić i nożyce jego przeznaczenia. I stojąc, zrozpaczony, w ciemności, na brzegu przepaści, wrzucił w myśli owe trzy obrzydliwe duchy razem do worka, po czym cisnął tenże wirującym ruchem przez mrok do płonącego ogniem i siarką jeziora.
XXXIX
JAK LILIAS WALSINGHAM ZASTAŁA DWIE KOBIETY OCZEKUJĄCE „POD WIĄZAMI" NA JEJ PRZYBYCIE
Gdy Lilias Walsingham wysiadła z lektyki w sieni domu „Pod Wiązami" i zsunęła z głowy kapturek, ujrzała siedzące tam dwie kobiety, które na jej widok wstały i grzecznie dygnęły. Starsza była drobna, szczupła i miała pięćdziesiąt lub przeszło pięćdziesiąt lat; śniada, o wielkich oczach świadczących o jej dawnej piękności. Druga, o młodzieńczej postaci, cal lub dwa wyższa, szczupła, lecz okrąglutka; widać było jedynie parę oczu — wielkich i ciemnych jak tamte; oczy te zdawały się patrzeć spod czerwonego kapturka poważnie i smutno na pannę Walsingham.
— Dobry wieczór, dobre kobiety — powiedziała panna Lily właściwym sobie przyjaznym głosem. — Pan domu jest w mieście i powróci dopiero jutro; lecz może chcecie mówić ze mną?
— To nie miejsce dla takich jak wy — burknął, korzystając ze swych przywilejów starego sługi, stary John Tracy, który znał te kobiety. — Jeśli chcecie rozmawiać z jego wielebnością, musicie przyjść jutro rano.
— Lecz może to jest coś, co nie może czekać, John, a co ja mogłabym załatwić — rzekła Lily.
A wówczas Sturk począł wić się w kółko na plecach, jak zapewne czynił to św. Antoni na mękach, i potoczył oczyma w stronę ciemnego łóżka z nieszczęsnym jękiem, myśląc o trzech nieubłaganych boginiach losu w postaci Carny'ego, Nuttera i Dyle'a, którzy w tej właśnie chwili trzymali miarkę, nić i nożyce jego przeznaczenia. I stojąc, zrozpaczony, w ciemności, na brzegu przepaści, wrzucił w myśli owe trzy obrzydliwe duchy razem do worka, po czym cisnął tenże wirującym ruchem przez mrok do płonącego ogniem i siarką jeziora.
XXXIX
JAK LILIAS WALSINGHAM ZASTAŁA DWIE KOBIETY OCZEKUJĄCE „POD WIĄZAMI" NA JEJ PRZYBYCIE
Gdy Lilias Walsingham wysiadła z lektyki w sieni domu „Pod Wiązami" i zsunęła z głowy kapturek, ujrzała siedzące tam dwie kobiety, które na jej widok wstały i grzecznie dygnęły. Starsza była drobna, szczupła i miała pięćdziesiąt lub przeszło pięćdziesiąt lat; śniada, o wielkich oczach świadczących o jej dawnej piękności. Druga, o młodzieńczej postaci, cal lub dwa wyższa, szczupła, lecz okrąglutka; widać było jedynie parę oczu — wielkich i ciemnych jak tamte; oczy te zdawały się patrzeć spod czerwonego kapturka poważnie i smutno na pannę Walsingham.
— Dobry wieczór, dobre kobiety — powiedziała panna Lily właściwym sobie przyjaznym głosem. — Pan domu jest w mieście i powróci dopiero jutro; lecz może chcecie mówić ze mną?
— To nie miejsce dla takich jak wy — burknął, korzystając ze swych przywilejów starego sługi, stary John Tracy, który znał te kobiety. — Jeśli chcecie rozmawiać z jego wielebnością, musicie przyjść jutro rano.
— Lecz może to jest coś, co nie może czekać, John, a co ja mogłabym załatwić — rzekła Lily.
www.dragbike.pl
