Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 76
dział. Życz wielmożnej pani dobrej nocy, Nam, ty flejtuchu, tak jak ja życzę.
I dygając ponownie panie Glynn z Palmerstown wyszły.
XL
O POSŁAŃCU Z KRYPTY W CHAPELIZOD, KTÓRY CZEKAŁ NA PANA MERVYNA W DOMU „POD DACHÓWKĄ"
W tym samym czasie Mervyn szedł stromą drogą Ballyfermot Road, mało podówczas uczęszczaną, ponad którą zwieszały się gęste krzaki i żywopłoty, a ponieważ minęły inne wzruszenia, ogarnęło go wywołane samotnością uczucie chłodu i podniecenia. Księżyc przedzierał się przez zwały burych chmur. Tchnienie nocy szeleściło lekko w krzakach z przedziwnym jękiem i chichotem. Mervyn zatrzymał się i zajrzał pod gałęzie starego głogu. Śledząc na tle ciemnego widnokręgu jeszcze ciemniejszy zarys porośniętej bluszczem wieży kościelnej w Chapelizod, pomyślał o spoczywającym tam zmarłym i o tym, co mogłyby opowiedzieć owe zamknięte pieczęcią śmierci usta. Przyszły mu również na myśl stare opowieści o dziwnych spotkaniach, na wrzosowiskach i w odludnych miejscach, z duchami ludzi, którzy opuścili ten ziemski padół. Poczuł w uszach melancholijny powiew nocnego powietrza, odwrócił się i przyspieszył kroku w kierunku własnej ponurej siedziby, mijając po prawej stronie cmentarz w Ballyfermot. Wśród szczawiu i pokrzyw mnóstwo było nagrobków: niskich i wysokich, prostych i odchylonych do tyłu, niektóre z nich na podmurówce, a samotny stary jesion, cichy i pokryty rosą, jaśniał zimnym blaskiem wśród nieruchomych cieni. Wreszcie Mervyn ujrzał ciężki masyw starych wiązów i jasną, majaczącą między drzewami fasadę domu „Pod Dachówką", do którego doszedł posępną aleją owych gęstych drzew. Światło nie padało z niższych okien, nawet nietoperz nie przemknął bezszelestnym lotem nad ciemnym, małym podwórkiem. Młodzieniec otworzył drzwi kluczem i wszedł do domu. Wiedział, że cała służba już śpi w łóżku. Jego świeżo zdobyta niezależ-
I dygając ponownie panie Glynn z Palmerstown wyszły.
XL
O POSŁAŃCU Z KRYPTY W CHAPELIZOD, KTÓRY CZEKAŁ NA PANA MERVYNA W DOMU „POD DACHÓWKĄ"
W tym samym czasie Mervyn szedł stromą drogą Ballyfermot Road, mało podówczas uczęszczaną, ponad którą zwieszały się gęste krzaki i żywopłoty, a ponieważ minęły inne wzruszenia, ogarnęło go wywołane samotnością uczucie chłodu i podniecenia. Księżyc przedzierał się przez zwały burych chmur. Tchnienie nocy szeleściło lekko w krzakach z przedziwnym jękiem i chichotem. Mervyn zatrzymał się i zajrzał pod gałęzie starego głogu. Śledząc na tle ciemnego widnokręgu jeszcze ciemniejszy zarys porośniętej bluszczem wieży kościelnej w Chapelizod, pomyślał o spoczywającym tam zmarłym i o tym, co mogłyby opowiedzieć owe zamknięte pieczęcią śmierci usta. Przyszły mu również na myśl stare opowieści o dziwnych spotkaniach, na wrzosowiskach i w odludnych miejscach, z duchami ludzi, którzy opuścili ten ziemski padół. Poczuł w uszach melancholijny powiew nocnego powietrza, odwrócił się i przyspieszył kroku w kierunku własnej ponurej siedziby, mijając po prawej stronie cmentarz w Ballyfermot. Wśród szczawiu i pokrzyw mnóstwo było nagrobków: niskich i wysokich, prostych i odchylonych do tyłu, niektóre z nich na podmurówce, a samotny stary jesion, cichy i pokryty rosą, jaśniał zimnym blaskiem wśród nieruchomych cieni. Wreszcie Mervyn ujrzał ciężki masyw starych wiązów i jasną, majaczącą między drzewami fasadę domu „Pod Dachówką", do którego doszedł posępną aleją owych gęstych drzew. Światło nie padało z niższych okien, nawet nietoperz nie przemknął bezszelestnym lotem nad ciemnym, małym podwórkiem. Młodzieniec otworzył drzwi kluczem i wszedł do domu. Wiedział, że cała służba już śpi w łóżku. Jego świeżo zdobyta niezależ-
www.dragbike.pl
