Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 77
ność miała w sobie coś cynicznego. Była obca jego przyzwyczajeniom, a niesamowite położenie, w jakim się znalazł, odpowiadało jego obecnemu zgorzkniałemu i nietowarzyskiemu usposobieniu.
Kroki Mervyna zabrzmiały w sieni, a wokół zadźwięczały dawne, znane mu opowieści o tym domostwie. Zwalczył jednakże niemądre uczucie niepokoju i choć wiedział, że w jego sypialni pali się świeca, przy szerokich schodach skręcił w bok, potknął się i poszedł po omacku do wyłożonego boazerią bocznego saloniku, którego wielkie, wykuszowe okno wychodziło na nawiedzany sad, po czym usiadł, otoczony posępną samotnością tego miejsca.
Począł zastanawiać się nad swą ciężką dolą, nikczemnością rodzaju ludzkiego, doznanymi dawniej palącymi krzywdami, których był świadom, nieubłaganym losem prześladującym jego ród i straszną prawdą, iż rzeka, jaka dzieli go od przedmiotu jego miłości, pogłębia się coraz bardziej. Dusza młodzieńca pogrążyła się w gwałtownej rozpaczy i ogarnęły go bezkształtne, lecz złe myśli zdające się zapraszać kusiciela.
Ciemności i skojarzenia, którym' sprzyjało to miejsce, były niezdrowe, więc młodzieniec miał już właśnie opuścić salonik, aby udać się tam, gdzie paliła się świeca, jego towarzyszka, gdy nagle wydało mu się, że słyszy jakiś dźwięk, bliższy niż wietrzyk w gałęziach drzew starego sadu.
Był to miarowy oddech kogoś, kto znajdował się w pokoju. Mervyn nasłuchiwał wstrzymując oddech — „jeden z psów", pomyślał i zawołał spokojnie, lecz żaden pies się nie zbliżył. „Wobec tego to wiatr w kominie", i podniósł się stanowczym ruchem z zamiarem otworzenia na pół uchylonej okiennicy. W tej samej chwili wydało mu się, iż słyszy tuż obok czyjś oddech i że przeszedł obok kogoś w ciemności.
Oczekując najgorszego rozsunął okiennicę i ujrzał wyraźnie, o pomyłce nie mogło być mowy, ciemną postać siedzącą w krześle; istotnie tak ciemną, że nie mógł rozróżnić niczego więcej prócz niewyraźnego, lecz niewątpliwego zarysu ludzkiej sylwetki. Stał przez kilka sekund, trzymając ręką otwartą okiennicę i wpatrując się w ową postać z silniejszym uczuciem lęku, niż zaznał go kiedykolwiek przed tym. Blada Hekate, będąca jak gdyby w zmowie, ściągnęła
Kroki Mervyna zabrzmiały w sieni, a wokół zadźwięczały dawne, znane mu opowieści o tym domostwie. Zwalczył jednakże niemądre uczucie niepokoju i choć wiedział, że w jego sypialni pali się świeca, przy szerokich schodach skręcił w bok, potknął się i poszedł po omacku do wyłożonego boazerią bocznego saloniku, którego wielkie, wykuszowe okno wychodziło na nawiedzany sad, po czym usiadł, otoczony posępną samotnością tego miejsca.
Począł zastanawiać się nad swą ciężką dolą, nikczemnością rodzaju ludzkiego, doznanymi dawniej palącymi krzywdami, których był świadom, nieubłaganym losem prześladującym jego ród i straszną prawdą, iż rzeka, jaka dzieli go od przedmiotu jego miłości, pogłębia się coraz bardziej. Dusza młodzieńca pogrążyła się w gwałtownej rozpaczy i ogarnęły go bezkształtne, lecz złe myśli zdające się zapraszać kusiciela.
Ciemności i skojarzenia, którym' sprzyjało to miejsce, były niezdrowe, więc młodzieniec miał już właśnie opuścić salonik, aby udać się tam, gdzie paliła się świeca, jego towarzyszka, gdy nagle wydało mu się, że słyszy jakiś dźwięk, bliższy niż wietrzyk w gałęziach drzew starego sadu.
Był to miarowy oddech kogoś, kto znajdował się w pokoju. Mervyn nasłuchiwał wstrzymując oddech — „jeden z psów", pomyślał i zawołał spokojnie, lecz żaden pies się nie zbliżył. „Wobec tego to wiatr w kominie", i podniósł się stanowczym ruchem z zamiarem otworzenia na pół uchylonej okiennicy. W tej samej chwili wydało mu się, iż słyszy tuż obok czyjś oddech i że przeszedł obok kogoś w ciemności.
Oczekując najgorszego rozsunął okiennicę i ujrzał wyraźnie, o pomyłce nie mogło być mowy, ciemną postać siedzącą w krześle; istotnie tak ciemną, że nie mógł rozróżnić niczego więcej prócz niewyraźnego, lecz niewątpliwego zarysu ludzkiej sylwetki. Stał przez kilka sekund, trzymając ręką otwartą okiennicę i wpatrując się w ową postać z silniejszym uczuciem lęku, niż zaznał go kiedykolwiek przed tym. Blada Hekate, będąca jak gdyby w zmowie, ściągnęła
www.dragbike.pl
