Dom przy cmentarzu, T.I cz. 3 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 8
tesworth, że obawiam się, iż popadnę w tarapaty, jeśli nie pójdę i nie zawrę z nią pokoju — wybełkotał mały porucznik z ukłonem i uprzejmym uśmiechem; swoim zwyczajem mówił prawdę, wykonując przy tym lekki ruch, jak gdyby w zamiarze odejścia.
— Och, to wszystko? Obawiałam się, że cierpi pan. na kolkę po zjedzeniu sieczki; lepiej niech pan idzie do niej zaraz, jeśli ona zechce pana w ogóle przyjąć, gdyż o ile nie uczyni pan tego z dobrej woli, gotowa jest przyjść i wziąć pana za kołnierz. — Po tych słowach panna Mag i O'Flaherty złączyli swe głosy w drwiącym głośnym śmiechu ku mocnemu zakłopotaniu Puddocka, który znów kłaniał się, uśmiechał i próbował się roześmiać, póki urocza para nie uwolniła go od siebie, przyłączając się do tańczących.
Czytając owe słowa o „kolce" w starym, pożółkłym liście zawierającym żywy opis tejże utarczki, nie mogłem ponad minutę oderwać od nich wzroku. Gdy tylko przyszedłem znów do siebie, skreśliłem stanowczym ruchem owo nieprawdopodobne zdanie, przypisując je błędowi pisarskiemu lub fatalnemu zniekształceniu, gdyż nie mogłem się nadziwić, jak osoba dobrze wychowana mogła była popełnić tak rażącą gafę.
Lecz oto, jak prawda wychodzi na jaw. W trzy lata później "w salonie zajazdu „Pod Kotem i Skrzypcami", przy ulicy Macclesfield Road w Derbyshire wziąłem do ręki niepozorną starą książeczkę w formacie dwunastki, która okazała się starym wydaniem dzieł Deana Swifta. Otworzyłem ją w środku Uprzejmej rozmowy, a tam, klnę się na mój honor, drugie zdanie, które przeczytałem, brzmiało „Lady Smart" (zauważcie tę „Lady"!) „Cóż to, cierpisz pan na kolki po zjedzeniu sieczki?" Tak więc, mój zacny, stary autorze pożółkłego listu („I." lub „T." „Tresham", nie mogę ustalić, jak on się podpisuje) — ty byłeś bez wątpienia dokładny w tej i w innych sprawach, zaś ja określałem prawdopodobieństwo i nieprawdopodobieństwo w sposób niefilozoficzny, według prawideł mych własnych czasów. Moja biedna Magnolio, choć wypowiadałaś te słowa mniej więcej trzydzieści lat później niż Lady Smart, która była hrabiną, o ile wiem, nie należy cię tak bardzo winić. Trzydzieści lat! Cóż z tego? Czyż my >po dziś dzień, szczególnie w rolniczych rejonach kraju, nie słyszymy od czasu do czasu
— Och, to wszystko? Obawiałam się, że cierpi pan. na kolkę po zjedzeniu sieczki; lepiej niech pan idzie do niej zaraz, jeśli ona zechce pana w ogóle przyjąć, gdyż o ile nie uczyni pan tego z dobrej woli, gotowa jest przyjść i wziąć pana za kołnierz. — Po tych słowach panna Mag i O'Flaherty złączyli swe głosy w drwiącym głośnym śmiechu ku mocnemu zakłopotaniu Puddocka, który znów kłaniał się, uśmiechał i próbował się roześmiać, póki urocza para nie uwolniła go od siebie, przyłączając się do tańczących.
Czytając owe słowa o „kolce" w starym, pożółkłym liście zawierającym żywy opis tejże utarczki, nie mogłem ponad minutę oderwać od nich wzroku. Gdy tylko przyszedłem znów do siebie, skreśliłem stanowczym ruchem owo nieprawdopodobne zdanie, przypisując je błędowi pisarskiemu lub fatalnemu zniekształceniu, gdyż nie mogłem się nadziwić, jak osoba dobrze wychowana mogła była popełnić tak rażącą gafę.
Lecz oto, jak prawda wychodzi na jaw. W trzy lata później "w salonie zajazdu „Pod Kotem i Skrzypcami", przy ulicy Macclesfield Road w Derbyshire wziąłem do ręki niepozorną starą książeczkę w formacie dwunastki, która okazała się starym wydaniem dzieł Deana Swifta. Otworzyłem ją w środku Uprzejmej rozmowy, a tam, klnę się na mój honor, drugie zdanie, które przeczytałem, brzmiało „Lady Smart" (zauważcie tę „Lady"!) „Cóż to, cierpisz pan na kolki po zjedzeniu sieczki?" Tak więc, mój zacny, stary autorze pożółkłego listu („I." lub „T." „Tresham", nie mogę ustalić, jak on się podpisuje) — ty byłeś bez wątpienia dokładny w tej i w innych sprawach, zaś ja określałem prawdopodobieństwo i nieprawdopodobieństwo w sposób niefilozoficzny, według prawideł mych własnych czasów. Moja biedna Magnolio, choć wypowiadałaś te słowa mniej więcej trzydzieści lat później niż Lady Smart, która była hrabiną, o ile wiem, nie należy cię tak bardzo winić. Trzydzieści lat! Cóż z tego? Czyż my >po dziś dzień, szczególnie w rolniczych rejonach kraju, nie słyszymy od czasu do czasu
www.dragbike.pl
